Hawthorne Walker
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share
 

 Hawthorne Walker

Go down 
AutorWiadomość
Hawthorne Walker
Hawthorne Walker
Hawthorne Walker

Wiek : 9
Wzrost | Waga : 132cm | 21kg
Punkty doświadczenia : 0
Stan postaci : Trochę siniaków, podbite oko - niezły.

Hawthorne Walker Empty
PisanieTemat: Hawthorne Walker   Hawthorne Walker EmptySro Sie 28, 2019 2:47 pm

Hawthorne 'Hawk' Walker
[Jackie Coogan]






Data urodzenia: 14.03.2010

miejscowy / turysta
Wzrost | Waga: 132cm | 21kg

Zawód: Gazeciarz

Grupa: Brookhaven Hospital


Introdukcja podmiotu.

W każdej mieścinie jest chociaż jedno takie miejsce, w którym przesiadują miłośnicy napojów alkoholowych. Przesiadują gdy idziesz do pracy, a leżą z przepicia gdy z niej wracasz. Margines społeczny. Wyjątkowo szeroki w miastach takich jak Ashtown, opierających swoją gospodarkę głównie na pracy fizycznej. Kiedy ich mijasz zazwyczaj ogarnia cię pogarda, wstręt, obrzydzenie. Jeśli masz jakąś refleksję to jest to pytanie "jak można się tak stoczyć?". Retoryczne, bo podświadomie odpowiadasz sobie “nie można” samemu zabraniając sobie takiego losu. Raczej nie przyjdzie Ci do głowy myśl, że ci ludzie wcale nie muszą być bezdomni, mogą mieć nawet rodziny, a przesiadują w takim miejscu i w tak beznadziejnym stanie z jakiegoś, konkretnego powodu.
Tak właśnie było z ojcem Hawka, Howardem Walkerem. Miał powód, i to niemały.

Ale od początku. Małżeństwo Walker sprowadziło się do Ashtown niedługo po pierwszych inwestycjach L.I.F.E. w wydobycie, dwadzieścia pięć lat temu. Howard dostał całkiem nieźle płatną posadkę jako operator ciężkich maszyn w kopalni, młodziutka Josephine załapała się natomiast do pracy w pobliskim przedszkolu. Miała rękę do dzieci! Nic dziwnego, że niedługo po przeprowadzce i ustatkowaniu się małżeństwo zdecydowało się na własnego potomka. Wiedliby zapewne sielskie, skromne życie, gdyby Allan nie urodził się z dziecięcym porażeniem mózgowym. Ciężki przypadek. Josephine musiała porzucić pracę by w pełni oddać się opiece nad synem. Howard zasuwał na dwie zmiany, by zapewnić rodzinie utrzymanie. Po dziesięciu latach walki obydwoje już nie wytrzymali psychicznie. Matka zaczęła wyładowywać swoją frustrację na mężu, początkowo tylko werbalnie, lecz niedługo do przemocy psychicznej dołączyła również fizyczna. Ojciec zaczął topić problemy rodzinne w alkoholu. W stanie głębokiego upojenia ciosy mniej bolały, a słowa nie bolały w ogóle, bo i tak słyszał tylko bełkot. Niestety stan głębokiego upojenia nie schodził do rana, co uniemożliwiało mu pracę. Tak oto stopniowo, aczkolwiek w eksponencjalnym tempie rodzina Walker popadała w ruinę, zarówno finansową, jak i moralną.
W środku tego wszystkiego pojawił się Hawthorne. Ciężko stwierdzić, czy był owocem krótkotrwałej, zdarzającej się od czasu do czasu namiętnej zgody między rodzicami, chwili słabości, czy może gwałtu, ważne, że był niechciany, co mógł nieraz odczuć na własnej skórze. Dobra ręka do dzieci, którą przypisywano jego matce przez lata zmieniła się w rękę ciężką. Ojciec niby stawał w jego obronie, ale tylko gdy akurat był w domu, a nie w pracy, czy z kolegami pod sklepem. Ktoś się pewnie zapyta: “A gdzie opieka społeczna? Przecież jest XXI wiek!” No jest. Opieka społeczna też jest. Mimo to patologiczne rodziny wciąż mają się całkiem dobrze. Walkerom zdarzyło się mieć nawet kuratora, ale wystarczyło, że przez jakiś czas zachowywali się wzorowo. Z resztą sam Hawk nie chciał opuszczać rodzinnego domu. Nawet jeśli ten był pełen krzyku, kłótni, brudu i przemocy znajdował w nim uśmiech. Uśmiech starszego brata. Czysty, nieskażony zrozumieniem, ani świadomością otaczającej go beznadziei, pierwotny uśmiech niczym u nowo narodzonego dziecka. Uśmiech niepełnosprawnego umysłowo warzywa, które jednak reagowało pozytywnie na widok braciszka, a nawet starało się z nim komunikować.

Hawthorne dorastał wychowując się praktycznie sam. Wyrastał na samodzielnego, rezolutnego, pomysłowego, ale nieufnego dzieciaka. Do szkoły chodził regularnie. Zawsze to lepiej niż siedzieć w domu, chociaż nie miał tam raczej dobrych kolegów. Był tym brudnym, brzydko ubranym (chociaż starał się zakładać swoje najlepsze i najmniej zniszczone ciuchy), śmierdzącym, wycofanym i nigdy nieprzygotowanym dzieciakiem. Dzieci potrafiły być okrutne i bardzo konsekwentne w piętnowaniu inności. Między innymi dlatego Hawk zawsze lepiej dogadywał się ze zdecydowanie bardziej empatycznymi dorosłymi.
Spędzał masę czasu poza domem unikając rodziców i robiąc różne głupstwa, jednak zawsze wracał, do Allana. Jednym z wielu głupstw była próba kradzieży z pobliskiego kiosku. Został przyłapany, jednak udało mu się wybłagać nie dzwonienie na policję, ani nie informowanie rodziców. Ba! Nawet dostał ofertę pracy. Oczywiście nielegalnej, bo kto pozwoliłby na zatrudnienie siedmiolatka? Wtedy mały Hawk stał się lokalnym gazeciarzem. Początkowo dostarczał gazety tylko najbliższym sąsiadom, lecz z czasem oraz z momentem odłożenia na stary, zdezelowany składak rozszerzył działalność na praktycznie całe miasto. Imał się również różnych, innych, łatwych prac. Ciężko powiedzieć, czy dla pieniędzy, czy może dla zabicia czasu i chęci czucia się potrzebnym, a także doświadczania wdzięczności. Dzięki tym zajęciom poznał miasto oraz większość jego mieszkańców. Zna przejścia, o których nikt nie wie, tajemnice nieznane nawet najbardziej wścibskim plotkarkom i najlepsze miejsca do ucieczki przed całym światem.
Ogólnie chłopaczek jest dosyć pewny siebie, butny, pyskaty i nierzadko wredny. Uczucie niepewności jutra nie jest dla niego niczym nowym. Potrafi przeżyć kilka dni na zaledwie kilku sucharach i wciąż być stosunkowo energiczny. Życie uczyniło go zaradnym, ale również interesownym. Nierzadko ucieka się do kłamstw i z premedytacją wykorzystuje fakt bycia uroczym dzieckiem. Wciąż jednak nieobcy mu jest strach, szczególnie w momentach bezradności, w końcu jest tylko dzieciakiem i to takim, które zachowało odrobinę niewinności.

Rewizji dokonano.

► Przyduży, rozciągnięty golf, który kiedyś pewnie nawet był kolorowy, zapewne soczyście zielony, teraz ma jedynie burą, zgniłą barwę.
► Czerwony podkoszulek.
► Brązowe składające się głównie z łat spodnie z podwiniętymi nogawkami, które pewnie spadałyby mu z tyłka, gdyby nie proste, gumowe szelki trzymające je na miejscu.
► Ogromna, wręcz połykająca jego głowę pasiasta czapka z daszkiem przypominająca trochę kaszkiet.
► Znoszone półbuty.
► Niebieskie skarpety w zielone kropki.
► Proca rzymska, taka najprostsza: trzy sznurki i pleciona kieszeń, wszystko z rzemyków.
► Piersiówka podebranego ojcu bimbru ze śliwek.
► Cztery cytrynowe landrynki.
► Pięć miętówek.
► Czarny marker.
► Dwumetrowy sznurek z neodymowym magnesem uwiązanym na końcu.
► Trochę ponad 10 dolarów w drobnych.
► Kilka szklanych kulek.

Do kartoteki załączona została również relacja z ostatnich dni.

Festyn był idealną okazją na zdobycie gotówki i natychmiastowe wydanie jej na różnorakie atrakcje. Hawk wstał z samego rana, a w poszukiwaniu czegokolwiek na śniadanie natknął się na skitraną przez tatę piersiówkę z jakimś ostro pachnącym alkoholem. O nie! Nie z nim takie numery! Schował buteleczkę w obszernej, bawełnianej torbie na zakupy, w której miał przygotowane już inne rzeczy na festyn i wymknął się z domu zanim tata w ogóle zauważył, że mu coś podebrano. Głodny, ale szczęśliwy. Może ojciec przynajmniej dziś pójdzie do pracy trzeźwy.
Czy to dzień szkolny, czy wolne, zawsze wychodził wcześnie, żeby tylko nie zostać sam na sam z rodzicielką. Dziś, przed wyjściem obiecał bratu prezenty. Nie mógł go zabrać ze sobą, mama nigdy by na to nie pozwoliła. Nie dlatego, że obawiała się o bezpieczeństwo syna, a ze wstydu. Nie chciała pokazywać Allana publicznie. Z resztą dziewięciolatkowi ciężko byłoby pchać otyłego dwudziestoparolatka na zdezelowanym wózku. No i z takim balastem nigdy nic by nie zarobił, a dziś miał w planach sprzedać wszystko.
Przez większą część festynu tułał się między stoiskami próbując wcisnąć przechodniom balony. Nic specjalnego, żadne napełniane helem postacie Disneya, a zwykłe, kolorowe, dmuchane ustami, jajowate baloniki uwiązane na patyku. Jakiekolwiek szanse z konkurencją miał głównie dzięki swojemu urokowi osobistemu oraz dlatego, że wymalowywał na balonach zabawne twarze markerem, bardzo uproszczone karykatury kupujących, lub nawet znanych mieszkańców Ashtown. Nic skomplikowanego, wszystko na miarę ucznia podstawówki, ale wciąż rozpoznawalne i całkiem śmieszne. Na pewno warte pół dolara.
Kiedy już pozbył się swoich zapasów przejechał się na karuzeli, zakupił trochę słodyczy i zestrzelił z procy jedną z głównych nagród na pseudo-strzelnicy, jednak nie zaliczono mu wyniku bo nie korzystał z wiatrówki. Tuż przed katastrofą akurat próbował swoich sił w łowieniu gumowych kaczuszek wędką z uczepionym na jej końcu magnesem. Ziemia się zatrzęsła, więc nie trafił w upatrzoną, co wywołało w nim najpierw uczucie frustracji i irytacji, a dopiero potem ogarnęło go zdziwienie. Nie zdążył się nawet dobrze zastanowić nad powodem wstrząsów, gdy usłyszał huk i krzyki. Ziemia tuż przed nim rozwarła się pożerając połowę stoiska, a wraz z nim znajdujących się w pobliżu ludzi. Upadł na tyłek wciąż kurczowo trzymając wędkę i gapił się szeroko otwartymi oczami w tę otchłań oraz otoczenie tonące w chaosie. Nie panikował w naturalny, hiperaktywny sposób, panikował poprzez kompletne ogłupienie i otępienie. Ogarnął go tak nieprzemożony strach, że nie był w stanie kiwnąć nawet małym palcem u stopy, a co dopiero zebrać się do ucieczki.
Na całe szczęście zrobiono to za niego. Ktoś chwycił go za chabety i poderwał z ziemi. Nie widział twarzy. Może ta osoba pomyliła go z własnym dzieckiem, a może dostała napadu altruizmu w kryzysowej sytuacji, ciężko stwierdzić. Przez moment był ciągnięty niczym worek ziemniaków w kompletnie nieznanym kierunku. W coraz większy ścisk i ścisk, w którym ze względu na swój wzrost nie był w stanie się nawet rozejrzeć. Po chwili trzymająca go ręka go puściła. Zorientowała się, że złapała obce dziecko i próbowała się cofnąć? A może zwyczajnie napór tłumu ich rozdzielił? Hawk jedynie cudem nie został zadeptany. Praktycznie nie biegł o własnych siłach, a ciągnął się za spanikowanymi ludźmi kurczowo chwytając się ich ubrań byle tylko utrzymać się we względnym pionie.
Skopany, poobijany kolanami dorosłych, ale we względnie niezłym stanie dotarł do... Szpitala? Mógł się domyślić, że to tam będzie ciągnęło ludzi w obliczu Armageddonu.

Powrót do góry Go down
http://ashtown.forumpolish.com/t155-hawthorne-walker
Jo Maxwell
Jo Maxwell
Jo Maxwell

Wiek : 20
Wzrost | Waga : 160 cm/ 62 kg
Punkty doświadczenia : 2
Stan postaci : Przerażona i zagubiona mała myszka, która chce uciec i schować się do swojej norki, do której nie ma dostępu.

Hawthorne Walker Empty
PisanieTemat: Re: Hawthorne Walker   Hawthorne Walker EmptyNie Wrz 01, 2019 11:52 am

AKCEPTACJA




O, witaj!
Możesz do nas dołączyć, Twoja kartoteka i wszystko wygląda na godne zaufania... Hm, niech będzie. Pamiętaj o uzupełnieniu pól w profilu i założeniu informatora, dobrze? Inwigilacja musi być, a co. Pamiętaj, że jeśli nie masz osoby do rozpoczęcia rozgrywki, także możesz taką znaleźć w specjalnym temacie!
Cieszę się, że Twój wybór padł na Brookhaven Hospital! Twój pierwszy post powinien znaleźć się w tym temacie! Należy przeczytać pierwszy post Mistrza Gry i do niego się odnieść. Nie musisz jednak pozostawać w temacie, wystarczy że napiszesz jeden post i już możesz zmienić lokacje! Możesz korzystać z retrospekcji bez limitu, także śmiało, baw się dobrze!
Do zobaczenia na fabule!


_________________
Jo Maxwell



Never know who you can trust,
how far is hate from love

Powrót do góry Go down
http://ashtown.forumpolish.com/t83-jo-maxwellhttp://ashtown.forumpolish.com/t87-notatki-jo#123
 
Hawthorne Walker
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Ashtown ::  :: Karty Postaci :: 
Zaakceptowane
-
Skocz do: