Fabuła
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share
 

 Fabuła

Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin
Admin
Admin

Wiek : 0
Punkty doświadczenia : 0

Fabuła Empty
PisanieTemat: Fabuła   Fabuła EmptySro Lip 24, 2019 8:28 pm

Historia Ashtown



Ashtown, w stanie Pensylwania, nigdy nie było dużym miasteczkiem - zaledwie kilka ulic stworzonych wokół centralnego punktu osady - baru. Sytuacja się zmieniła po tym, jak w 1854 roku wybudowano tam kolej dołową, która miała pomóc lokalnym górnikom w wydobyciu węgla.
Początki wydobywania tutaj węgla były wyjątkowo krwawe. Przez pewien czas miasteczko było bazą dla Irlandczyków z grupy Molly Maguires. Chociaż Molly Maguires byli górnikami, w latach 60. i 70. XIX wieku było o nich głośno z innego powodu.
Specjalizowali się w... brutalnej walce o kolejne złoża węgla w Pensylwanii, chociaż niektórzy historycy twierdzą, że zamiast zajmować się wydobywaniem węgla, mieli bardziej krwawą pracę - mordowali i porywali lokalnych mieszkańców. Kiedy jednak wymiar sprawiedliwości dosięgnął Molly Maguires w Ashtown na długie lata zrobiło się wręcz sielsko pod względem bezpieczeństwa, lecz przez problemy finansowe miasto nie mogło zająć się wydobyciem naturalnych złóż. Stało się to głównie poprzez lobby w Kongresie stawiające na rozpoczęcie inwestowania w ekologiczną energię odnawialną, kosztem wydobywania paliw kopalnych. Na Cherokee Creek stworzono zaporę i elektrownię wodną, w celu spiętrzenia wody i powiększenia pobliskiego jeziora. Tak powstał Zalew Ashtown, a niewielkie górnicze miasteczko stanęło przed nie lada problemem. Drążenie szybów górniczych płytko pod samym miastem groziło budynkom osuwiskami i tąpnięciami. Rozszerzanie sztolni poza obszary zabudowane już nie wchodziło w grę wobec spiętrzenia zbiornika wodnego, bo groziło to zatopieniem kopalni. Na inwestycje w wydobycie głęboko pod ziemią miasto zaś nie miało pieniędzy. Kopalnia podupadła, w 1987 ją w końcu zamknięto.

Dopiero w roku 1989 miasto zdobyło dofinansowanie od rządowej firmy L.I.F.E. Corp. Miała ona wybudować swoją „niewielką” placówkę na obrzeżach miasta, roszcząc jednocześnie w tajemnicy dostępu do podziemnych zasobów - ogromnych i bardzo cennych. Minerałem był antracyt, charakteryzujący się bardzo powolnym spalaniem. L.I.F.E. obiecała spore inwestycje na wdrożenie technologii wydobycia węgla płytko pod ziemią w sposób nie zagrażający budynkom miejskim oraz zainwestowanie w głębsze sztolnie. Dla miasteczka była to istna manna z nieba.
Tym sposobem wznowiono wydobycie, a pod Ashtown powstała sieć laboratoriów, o których istnieniu wiedziała zaledwie garstka ludzi tam pracująca oraz burmistrz przymykający oko na dość podejrzane działanie przedsiębiorstwa.
Przez lata współpraca szła pomyślnie. Obie strony były bardzo zadowolone. Dzięki L.I.F.E. Corp. miasto rozwinęło się również turystycznie. Dzięki powiększeniu jeziora do rozmiarów zalewu oraz dofinansowaniu położonego nad nim pensjonatu organizacja zapewniła napływ turystów. L.I.F.E. Corp. była również fundatorem cyklicznie powtarzających się pikników oraz festiwali, których celem była integracja mieszkańców oraz przyjezdnych.
Nikt nie spodziewał się, że sielankowe małomiasteczkowe życie zostanie tak brutalnie przerwane…

Piknik z okazji trzydziestolecia współpracy L.I.F.E. Corp. z Ashtown



Słynny festiwal trwał od rana i nic nie wskazywało na to jak tragicznie się zakończy. Tradycyjnie pierwszą z atrakcji był mecz baseballu pomiędzy reprezentacją Ashtown i pobliskiego Bittersprings. Smaczku dodawał tu fakt, że czterech “Bitterów” (jak w Ashtown nazywano ‘sąsiadów’) nie dojechało i mieli niepełny skład do meczu. Szybko zrobiono casting wśród turystów, co jeszcze mocniej zwiększyło zainteresowanie tą atrakcją aktualnych rezydentów pensjonatu. Istną furorę robił tu niejaki mr Williams, prywatnie dyrektor średniego szczebla w jakiejś firmie farmaceutycznej w Bostonie, któremu nie przeszkadzał piwny brzuch i dawał z siebie wszystko. Finalnie spóźnieni “Bitterzy” dojechali, ale miejsca w składzie nie dostali, bo wszyscy zgadzali się, że udział turystów w tradycyjnym meczu dodał rywalizacji smaczku.
Mecz zakończył się zwycięstwem ‘lokalsów’, choć przed czasem. Został przerwany przez wparowanie na boisko świni. Równolegle z baseballową atrakcją ruszyły i inne obowiązkowe punkty tradycyjnego pikniku, jak choćby zawody w nawoływaniu świń. “Dolores”, bo tak nazywał się przerośnięty prosiak, z niewiadomych przyczyn, lub wskutek zdezorientowania zwierzęcia, ku ogólnej uciesze wtargnęła na improwizowane boisko i nie dawała się złapać. Jej śladem wbiegła tam również ścigająca ją i nawołująca dzieciarnia. To było Ashtown, to był festiwal, mecz był rozrywką, a wynik nieważny. Zawodnicy ze śmiechem rozeszli się dziękując sobie za rywalizacje. Mr Williams przyjął to z ulgą, bo mógłby nie wytrzymać do końca biegając od bazy do bazy, a jak się zarzekał - co potrafi pokaże dopiero w czasie jedzenia hot-dogów na czas. Na boisku zostało tylko kilku największych miejscowych i z Bittersprings fanatyków baseballu, którzy mieli prowadzić całodzienny konkurs na najdalsze odbicie. Chłopaki byli względem festiwalu zorientowani  bardziej na wieczór i “rwanie turystek” podczas potańcówki, toteż nie mieli zamiaru ruszać w piknikowe atrakcje, strategicznie wyjmując ze zdezelowanego pickupa kilka skrzynek Budweiserów.
Dzieciarnia dała spokój wystraszonej Dolores, którą właściciel zabrał do jej kojca, gdzie mogła odreagować i uspokoić nadszarpnięte, świńskie nerwy. Małolaty miały wszak co robić, bo zaraz uruchomiono starą, ale utrzymywaną w miarę dobrym stanie karuzelę, która wraz z kilkoma wymyślnymi huśtawkami i zjeżdżalniami robiła za namiastkę wesołego miasteczka. Podczas gdy mężczyźni katowali się do nieprzytomności hot-dogami (w ramach konkursu) i piwem (pozakonkursowo, ale z nie mniejszym zacięciem), starsze mieszkanki miasteczka pod przewodnictwem Wdowy Keithson urządziły kiermasz wypieków, gdzie radośnie paplały o swoich przepisach. Nieopodal z godziny na godzinę nie zmniejszała się i permanentnie trwała kolejka chętnych do spróbowania się na strzelnicy, która prowadził Stary Jerry Malone, przy okazji z dumą prezentując rozstawioną kolekcję fantów z czasów wojny secesyjnej. Tuż obok chętne mieszczuchy-turyści (a raczej ich dzieci) mogły zaznać frajdy jazdy na koniu, któremu hałasy i wystrzały nie przeszkadzały, bo srokaty “Dino” był zwierzęciem kompletnie głuchym i niesamowicie cierpliwym.

Cały ten rozgardiasz był tłumiony przez muzykę na żywo lecącą od głównego podestu. Tam prezentowało się na przemian kilka amatorskich, garażowych zespołów, konkurujących między sobą swoją twórczością. Nawet ostentacyjna pogarda właściwa na przykład kapeli grunge’owej i domowemu zespołowi country-folk względem siebie, podczas naprzemiennych występów - nie niszczyła ogólnej radosnej atmosfery.
Występy muzyczne nie były jedynym aspektem szeroko pojętej sztuki. Jedna z dziewczyn z Ashtown, która przebywała właśnie w domu normalnie studiując na Akademii Sztuk Pięknych, zrobiła kącik malowania pejzaży.

Dzień mijał we wspaniałej atmosferze, miejscowy pastor zdążył nawalić się prawie jak szpadel podczas prywatnego konkursu piwnego z jakimś turystą. Scenę zwolniono, bo niedługo miała tam grać i śpiewać prawdziwa gwiazda wieczoru, której tożsamość burmistrz i pomagający mu w organizacji ludzie z L.I.F.E do tej pory trzymali w ukryciu. Potem już tylko fajerwerki i zabawa taneczna do samego rana.
Co mogło pójść nie tak?

Brutalny koniec festynu



Pomińmy występ gwiazdy, o której i tak mało kto słyszał - bo właśnie tak jest na małomiasteczkowych festiwalach - “ważne” gwiazdy nie są nikim istotnym na scenie narodowej, a skupmy się na samej imprezie tanecznej. Dancing trwał w najlepsze, gdy mieszkańcy poczuli delikatne drgania, jakby podłogi… Zignorowali to jednak. Prawdopodobnie, w którymś z szybów kopalnianych coś zawirowało i tyle, przecież nie może to być nic poważnego, wcale a wcale! Ale zaraz… Dlaczego to zjawisko się nasila…? Dlaczego podłoże trzęsie się coraz mocniej, wszystkie zwierzęta zrywają się nagle i uciekają w popłochu…?
KRAAAAH.
Scena i widownia zostały rozdzielone od siebie przez wielką szczelinę wywołaną trzęsieniem ziemi. Można by rzec, że pojawiła się zupełnie znikąd… Dosłownie dwie minuty temu był tu równy teren i zielona trawa! Ludzie w popłochu zaczynają rzucać swoje zajęcia, nie zabierają porozrzucanych wszędzie wokół toreb, plecaków, czy innych portfeli. Panika. To jedno słowo idealnie opisuje panujący tu rozgardiasz i chaos.
BOOM!
Wyrwa w asfalcie, dziury, gorące opary wydostające się z nich, zapach siarki w powietrzu, nagły wzrost temperatury, pyły...Nagle. Teraz. Już. Natychmiast. Skąd? Dokąd? Niepoukładane i fragmentaryczne myśli znienacka pojawiały się w głowach spanikowanych ludzi, którzy nie wiedzieli, co się dokładnie dzieje i dlaczego, przede wszystkim ich naturalnym instynktem i odruchem było uciec jak najdalej od zagrożenia.


Powrót do góry Go down
Admin
Admin
Admin
Admin

Wiek : 0
Punkty doświadczenia : 0

Fabuła Empty
PisanieTemat: Re: Fabuła   Fabuła EmptyCzw Wrz 05, 2019 11:13 pm

DZIEŃ ZERO




Od wydarzeń z festynu minęło zaledwie kilka godzin. Jednak te kilka godzin wystarczyło, aby wydarzyło się naprawde wiele.  Gęsta mgła spowiła całe miasteczko i Gęstniała z sekundy na sekundę wszystkich ogarnęło przerażenie. Przypominała mleko. W zaledwie chwilę nic nie było widać. Szanse na odnalezienie bezpiecznego schronienia przez wszystkich, którzy nie dotarli z ewakuacją malało z sekundy na sekundę. Szacuje się, że ocalały zaledwie piętnaście procent ludności miasteczka. Z czego większośc z nich odniosła obrażenia. Większe lub mniejsze. Otarcia, kilka złamań, wstrząśnienia mózgu. Nie było to jednak nic poważnego i panikę udało się opanować. Wszystko jest zasługą trzech obywateli Ashtown. Aarona, Bennetta oraz Adama. To oni podjęli się ewakuacji i zaprowadzili spanikowany tłum w stronę dobrze znanych im budynków, które znajdowały się na różnych skrajach miasta, a pod nimi nie było tuneli kopalnianych. Dzięki temu mieli większe prawdopodobieństwo tego, że budynki przetrwają wstrząsy wtórne.
Dzięki szybkiej organizacji i przygotowaniu w miejscach ewakuacji stworzono prowizoryczny azyl.
Mgła wydobywająca się spod ziemi, a także sama wysoka temperatura doprowadziły do zablokowania sieci komórkowej, a także łącz internetowych. Brak zasięgu zmusił ocalałych do trwania w poczuciu niepewności i strachu o swoich bliskich, którym nie udało się dotrzeć razem z nimi. Nikt tej nocy nie spał spokojnie. Czy istnieje jakiś inny sposób na komunikację?
Dodatkowo, z nieba sypie się coś… Na kształt popiołu? Śniegu? Trudno rzecz, jest białe, drobne, ale nie topi się po dotknięciu ciepłej powierzchni, ani także nie rozsypuje się tak łatwo jak popiół… Nie wiadomo. Nikt nie wie, co to, ale ludzie, którzy nie skryli się przed tym osadem na czas… Cóż, ich los nie jest zbyt kolorowy - wiadomo tylko o części osób, które po ekspozycji dostały ropni i zaczerwienień, wycieków mazistych substancji z ran…
Liderzy grup po krótkiej naradzie z zainteresowanymi zadecydowali o uformowaniu grup poszukiwawczych na prośbę reszty ocalałych. Oddziały będą składać się z czterech osób i wyruszą na poszukiwania, kiedy tylko popiół przestanie sypać się z nieba, a mgła opadnie. Noc spędzą na odpoczynku. W końcu był to dzień pełen wrażeń, a nikt nie wie kiedy nadejdzie pomoc z zewnątrz...


PINEPEAKS RESORT




Pensjonat był jednym z miejsc, do którego ewakuowano ocalałych. Posiadał sporo zapasów oraz pokoi, w których mógł pomieścić większą ilość osób niż pojedyncze domy, czy przydrożne bary. Posiadał dodatkowe łóżka oraz dobrą organizację personelu. Syn właścicieli, Aaron nie był jednak zadowolony z faktu, że pod jego dachem zamieszkał cały zwierzyniec oraz to jak niewdzięczni okazali się być ocaleni. Z początku kierowały nim egoistyczne pobudki. Miał nadzieję, że ewakuacja nastąpi natychmiast, a on udzieli wywiadu do jednej z większych stacji telewizyjnych i rozsławi pensjonat okrywając się chwałą. Niezadowolenie rosło wraz z pomiaukiwaniem transportera kiedy próbował uspokoić spanikowany tłum, a kiedy doszło do zgonu z powodu pogryzienia przez psa jednej z kobiet, miarka się przebrała. Aaron postanowił zabronić wprowadzania zwierząt na teren pensjonatu, a sprawcy kazał się pozbyć. Czy był bezduszny?
Różnie to można interpretować. Jedni mogą twierdzić, że doberman zaatakował odruchowo w obronie swojej pani, do czego był wszak szkolony. Drudzy - że zginął człowiek, a pies jest niebezpieczny, jakby tych niebezpieczeństw było aktualnie mało…
Decyzja o zamknięciu psa w komórce ze środkami czystości z pewnością nie zadowoliła tych szukających rozwiązania psiego holocaustu, ale Aaron miał zbyt wiele na głowie by działać tu pochopnie. Kot wypuszczony z transportera być może wyczuł te chęci mordu na czworonogach, bo zaszył się gdzieś i już nie irytował swoimi dzikimi miaukami.
A może zachował zimną krew i priorytetem było tu bezpieczeństwo ocalałych?
Już po pierwszym opadzie popiołu zawrzało. Do pomieszczenia wpadł mężczyzna.
- NIECH MI KTOŚ POMOŻE! - wybełkotał i upadł wprost na Alison łapiąc ją za barki, na których zostawił obrzydliwie cuchnące ślady ropy wymieszane z krwią. Na jego dłoniach i twarzy powstały bąble, które pękały z cichym poop. Wielu mogło to przyprawić o mdłości. Błagalny wzrok wlepił prosto w jej twarz, a z jego ust nie padło już żadne ze słów. Oddech rzęził i utykał jakby w płucach. Zaczął kaszleć, jakby dławił się własną śliną, której nie mógł przełknąć przez zaciśnięte gardło. W sekundę później zwymiotował tuż pod nogi dziewczyny chlapiąc jej przy tym nogawki spodni i buty. Nie był to jednak zwykły “paw”. Poza niestrawionymi resztkami jedzenia i litrem soków żołądkowych wymieszanych z piwem w wymiocinach znalazła się też krew. Skrzepnięta. Mieszanka wyglądała jak źle zrobiony kisiel ze zblendowanymi hot-dogami, do których ktoś dolał jeszcze piwa. Cuchnęło. Naprawdę cuchnęło…
To jak niebezpieczny jest popiół, ludzie chroniący się w Pinepeaks mogli zauważyć też po ranach kamerzysty reporterki, który przybył do pensjonatu jako jeden z ostatnich, gdy na zewnątrz szalał już opad.





ASHTOWN CITY HALL




Czy ratusz był dobrym miejscem na zgromadzenie tam ocalałych? Według miejscowego szeryfa tak. Zdawał sobie sprawę z tego, że miejskie Centrum Zarządzania Kryzysowego miało w swoim posiadaniu łóżka, jedzenie i apteczki na wypadek katastrofy. Było to dobre posunięcie. Gmach wydawał się być niezniszczalny i nawet nie ucierpiał z powodu wstrząsów. Za plus uznawane również było posiadanie generatora prądotwórczego, który w razie awarii sieci uruchamiał się. Budynek więc mógł być samowystarczalny. Jedna z ocalonych zaryzykowała nawet i osobiście udała się do piwnic, aby wyłączyć zasilanie niepotrzebnych pomieszczeń. Czy było to dobre posunięcie? Narobiła trochę paniki, kiedy w holu zgasło światło, ale wszystko w kilka sekund wróciło do normy.
Jednak co tu nazwać normą? Spanikowanych ludzi, martwiących się o swoich bliskich czy to, że spędzą noc w kompletnie obcym im miejscu, które raczej nigdy nie miało służyć za noclegownię. Jeden z mieszkańców nie wytrzymał napięcia i pragnąc wyruszyć na poszukiwania swojej rodziny urządził w środku małe boisko do gry w baseball. Tylko pałką było krzesło, a piłką wszyscy zebrani oraz pobliskie okno.
To właśnie wtedy wszyscy zwrócili uwagę na sypiący się z nieba popiół i gęstą jak mleko mgłę, która pochłonęła budynek i wszystko wokół. Jedna z ocalałych została ranna w wyniku zamieszania. Jednak nikt z początku nie spodziewał się, że rany mogą być wywołane przez drobinki popiołu i mogą nieść za sobą tak wielkie obrażenia. Piekące rany, które w chwilę zamieniały się w bąble wypełnione ropą. W pomieszczeniu zawrzało, jednak nikt z zebranych nie zdecydował się jej pomóc. Dwóch ocalonych na polecenie szeryfa skupiło się na natychmiastowym zasunięciu wybitej szyby starym regałem. Nikt nie przejął się tym, że mebel kompletnie nie wpasował się w dziurę. Każdy miał nadzieję, że to wystarczy i w końcu będą mogli odetchnąć.
Jedyną rozrywką zdawało się być nagłe rozebranie się jednego z ocalałych. do odległych kątów pomieszczenia nie dotarła żadna informacja dlaczego młodzieniec w ekspresowym tempie pozbył się swoich ubrań. Można było słyszeć ciche szepty i chichoty tej młodszej(żeńskiej!) części towarzystwa. Odrobina humoru przydała się chyba wszystkim i skutecznie rozładowała napięcie narastające w murach ratusza. Po tych wydarzeniach większość gapiów się rozeszła, aby jak najszybciej zając najlepsze miejsca do spania. W końcu jutro czeka ich ewakuacja, muszą mieć dużo energii.
Jaki był jednak był prawdziwy cel wyskoczenia z ubrań? Popiół. Wszędzie popiół...




BROOKEHAVEN HOSPITAL




Zdecydowanie największa część społeczeństwa ruszyła za Adamem Jenkinsem, który prowadził lud w stronę szpitala. To ze względu na charyzmę młodego lekarza, dostęp do leków czy to że krzyczał najgłośniej ze wszystkich? Na to pytanie żaden z ocalałych nie potrafił odpowiedzieć. Po zgrabnym opanowaniu powstałego zamieszania w środku budynku, Adam od razu przystąpił do opatrywania rannych. A było ich sporo, aż za dużo jak na taką garstkę personelu.na szczęście miał u boku swoich kolegów i koleżanki po fachu, a ocalali, którym nic się nie stało z chęcią pomagali przy opatrywaniu mniejszych skaleczeń.  
Nie obyło się bez kilku złamań, jedno otwarte. Sprzęt szpitalny wciąż działał, co z pewnością ułatwiło składanie nogi. Dzień okazał się być szczęśliwy dla poszkodowanej. Była w dobrych rękach. Czego nie można powiedzieć o jednym z (nie)szczęśliwców, który trafiając na szalone rodzeństwo nabawił się “kilku” siniaków. Czy to presja i strach powodowały, iż ludziom puszczały nerwy? Być może to nowa sytuacja, w której większość nie potrafiła się jeszcze odnaleźć zmuszała ich do robienia rzeczy, na które na co dzień nie mieliby odwagi. Jak na przykład rabowanie bufetu przez rodzinę Williams. Czy robienie tego na oczach policjantki to dobre posunięcie?
Zaaferowani własnymi sprawami i ciągiem dziwnych wydarzeń pomiędzy ocalałymi nikt nie zastanowił się nawet nad pochodzeniem mgły czy dziwnych opadów. Ledwie kilka osób zastanowiło się chwilę czym to może być spowodowane i jakie przyniesie skutki.
Tak też bezmyślnie jedna z ocalałych zdecydowała, że opuści szpital i samodzielnie znajdzie drogę do domu. Jakież było jej (i innych) zdziwienie, kiedy popiół okazał się być palącą substancją, która po zetknięciu ze skórą niemalże ją topi. Wrzask słychać było w całym budynku. Przyprawiał o dreszcze i sprawiał, że skóra ścierpła. Jeden z mężczyzn zastanowił się nawet dlaczego ciało przykryte ubraniami nie zostało w żaden sposób naruszone. Czy popiół oddziałuje tylko na organizmy żywe?



Powrót do góry Go down
 
Fabuła
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Ashtown ::  :: Wprowadzenie-
Skocz do: