Recepcja
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share
 

 Recepcja

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Admin
Admin
Admin
Admin

Wiek : 0
Punkty doświadczenia : 0

Recepcja Empty
PisanieTemat: Recepcja   Recepcja EmptySro Lip 24, 2019 6:11 pm



Główny hol, do którego trafia się zaraz po przekroczeniu progu szpitala. na pierwszy rzut oka wygląda na stosunkowo zadbany, choć co wnikliwszy obserwator zauważy, że lata świetności ma już za sobą. Wytarta posadzka i zaschnięte w przejściu błoto jasno sygnalizują, że ośrodek medyczny oddany został do użytku nie tylko chorym i potrzebującym, ale stanowi tłumnie zamieszkaną bazę. Rzędy kanap i krzeseł służących niegdyś za poczekalnie, teraz stanowią miejsce schadzek najstarszych ciekawskich mieszkańców. W skład samej recepcji, która oddzielona jest od pozostałej części pomieszczenia mało praktyczną szybką, wchodzi wytarty fotel i ekran komputera - nie mający już większego zastosowania.

Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Wiek : 1
Punkty doświadczenia : 0

Recepcja Empty
PisanieTemat: Re: Recepcja   Recepcja EmptySob Sie 24, 2019 12:43 am

ADAM JENKINS


Adam Jenkins zjawił się na pikniku po raz pierwszy. Do tej pory miał okazję wiele słyszeć o tej imprezie, mieszkańcy niemal żyli tym wydarzeniem. Nie ma się czemu dziwić, w końcu niemal każdy brał udział w zabawach. Tak się akurat złożyło, że pełnił dzisiaj służbę na imprezie jako sanitariusz. Wiadomo, duża impreza - duże wypadki.
Adam nawet nie wiedział, że to będzie największa impreza w jego życiu.
Z podręczną apteczką przypiętą do pasa wyszedł ze swojego namiotu i ruszył na obchód. W szpitalu mówili mu, że nie musi patrolować okolicy, jeżeli ktoś będzie potrzebował medyka to po prostu go zawoła albo do niego przyjdzie. Nie musiał ruszać się z miejsca. Adam wolał jednak sam upewnić się, że nikt nie potrzebuje jego pomocy.
Właśnie wtedy, gdy przechadzał się niedaleko boiska basebollowego poczuł dziwne trzęsienie, a pomimo zagłuszającej muzyki usłyszał dziwne trzaski i dźwięk jakby coś wybuchło. Uważnie rozejrzał się wokół, czuł, że dzieje się coś złego. W tej samej chwili w asfalcie na ulicy obok niego wyrosła wielka wyrwa. Ziemia potężnie zatrzęsła się, niemal powalając Adama na kolana, a asfalt pękał dalej uwalniając dziwne opary, które gryzły w nos.
Jenkins szybko zebrał się w sobie, w końcu był wojskowym. Wmówił sobie, że ta sytuacja niczym nie różni się od ataku talibów w Afganistanie. Musiał pomóc swoim ludziom, zaprowadzić ich w bezpieczne miejsce, skąd będą mogli zaplanować kontratak. Teraz jednak musieli uciec.
Zaczął nawoływać do mieszkańców Ashtown, którzy w popłochu rzucali się do ucieczki we wszystkie strony.
- Chodźcie za mną! - krzyczał, machając rękoma, aby zwrócić na siebie uwagę panikującego tłumu. Dopiero gdy ludzie zaczęli się wokół niego gromadzić, zaczął biec w stronę szpitala. Tam najlepiej mógł pomóc swoim. -Ruchy! Ruchy! Ruchy! Biegnijcie do szpitala! - nawoływał do ludzi.
Bieg do lecznicy okazał się nie być łatwym zadaniem. Okazało się, że w wielu miejscach droga była zablokowana, ziemia popękała, pojawiły się wielometrowe dziury, dziwne opary powodowały duszności, a spanikowani ludzie dodatkowo utrudniali poruszanie się.
Gdy wreszcie Adam przekroczył próg szpitala nie mógł pozwolić sobie na złapanie oddechu. W szpitalu już znajdowało się wiele osób, które szukały schronienia. Przez trzęsienie ziemi światła na korytarzach migały, co mogło oznaczać, że niedługo całkowicie zabraknie prądu, wiele rzeczy zniszczyło się przez wstrząsy i panikę ludzi. Musiał podzielić ludzi na tych, którzy potrzebowali pomocy medycznej oraz na tych, którym nic się nie stało.
- Uwaga! - krzyknął i wskoczył na kontuar recepcji. -Proszę o spokój! - zawołał i poczekał, aż gwar ucichnie. Gdy wreszcie nastała cisza, przerywana jedynie cichym płaczem małego dziecka, rozejrzał się po zebranych i ponownie zabrał głos.
- Jesteśmy tutaj bezpieczni. Nie wiemy co się wydarzyło, ale nie powinniśmy panikować. Najważniejsze jest abyśmy zachowali spokój i obserwowali przebieg wydarzeń. Jestem pewien, że niedługo pojawi się pomoc. W tym czasie powinniśmy jednak się wspierać i pomagać sobie nawzajem. - Rozejrzał się po zebranych, mając nadzieję, że ludzie go posłuchają i pozwoli to uzyskać względną stabilność do czasu przybycia pomocy. Adam miał nadzieję, że jakakolwiek pomoc nadejdzie. Wziął głęboki oddech i ponownie się odezwał:
- Ci z was, którzy są ranni mają udać się do izby przyjęć. Natomiast ci, którym nic nie jest proszę, aby pomogli rannym lub udali się do bufetu aby nie przeszkadzać tym, którzy niosą pomoc. Proszę, żebyście oszczędzali wodę, prąd oraz żywność. Nie wiemy, kiedy nadejdzie pomoc. Proszę również, żebyście nie opuszczali szpitala.- To powiedziawszy zeskoczył z kontuaru i podszedł do najbliższej osoby, która potrzebowała pomocy medycznej. Jeżeli ktoś chciał go o coś zapytać, mógł to teraz zrobić, dopóki nie był pochłonięty pracą.
Powrót do góry Go down
Sweet Pie
Sweet Pie
Sweet Pie

Wiek : 23
Wzrost | Waga : 192cm | 75kg
Punkty doświadczenia : 0
Stan postaci : hmm... zły. Bardzo liczne poparzenia "śnieżnym" popiołem.
NIEPRZYTOMNY PRZEZ NAJBLIŻSZY DZIEŃ FABULARNY

Recepcja Empty
PisanieTemat: Re: Recepcja   Recepcja EmptySob Sie 24, 2019 7:22 pm

Festyn… przegrany mecz i potencjalna cukrzyca po spożyciu ponad przeciętnej ilości waty cukrowej - Czym jeszcze mógłby mnie zaskoczyć ten dzień? - pytał się sam siebie Sweet - Co jeszcze może się zjebać?
Odpowiedź brzmi: “wszystko”.

Jeszcze przed chwilą, razem z Kitty bawili się w sekcji z fantami do wygrania. O tak! To tam Sweet czuł się w tym momencie najlepiej. Bo jakimże wyczynem było dla niego trafić piłką w plastikową wieżę z kubeczków? No jasne, że nie stanowiło to nawet najmniejszej trudności. Najpierw wygrał dla siostry pluszka kota z tą dziwnie wielką głową. Potem jakieś dziwne pudełko, by następnie znów zwyciężyć wybierając dużego włochatego miśka i w chwili, gdy niezadowolony sprzedawca już miał go „uprzejmie” wypraszać coś dziwnego zaczęło się unosić w powietrzu. Delikatne drżenie podłoża sprawiło, iż atmosfera wyraźnie zgęstniała. Ten, kto naoglądał się filmów katastroficznych, wiedział, że to nigdy nie zwiastuje nic dobrego. Nim jednak ktokolwiek zdążył zareagować na wibracje, przeszła potężna fala sejsmiczna, a następnie rozległ się huk. Ziemia zaczęła się rozstępować, a jedyne na czym próbował skupić swój nadgryziony przez szczury móżdżek, to ”Gdzie się podziała Kitty?!” Nie interesowało go nic innego… ani krzyki ludzi, ani pojawiające się co raz głębsze szczeliny, ani nawet para, która w pewnym momencie wybuchła milimetry od jego twarzy. Z torbą przewieszoną przez głowę, trzymając tego białego, pluszowego kota z kokardką powoli sunął do przodu, przeciskając się przez chaotycznie uciekających ludzi. Nerwowo kręcąc się wokół własnej osi i wykrzykując na cały głos jej imię, które milkło w tłumie.
Dlaczego?! Dlaczego spuścił ją z oczu na chociażby na sekundę?!
- To twoja wina! – usłyszał w swej głowie, próbując utrzymać się pod naciskiem taranującej hordy, padł jednak na kolana, raniąc je przy tym dotkliwie. Kilka kolejnych kopniaków i czuł jak powoli braknie mu powietrza, lecz wiedział, że nie może dać się stratować. Nie, gdy ona stała gdzieś tam… sama… I wtedy poczuł jak jej przeraźliwy szloch przeszywa jego serce na wskroś. Dzieliło ich kilka kroków! Podniósł się. Udało mu się wybić z przerzedzającej się grupy, czuł jak ciepła, szkarłatna ciesz spływa mu po łydkach i twarzy. W tamtej jednak chwili nie czuł bólu. Z rozbiegu złapał rudowłosą. Biegł ile sił w nogach, by jak najszybciej opuścić strefę zagrożenia. Tylko, czy ona miała gdzieś swoje granice? Zdyszany musiał się zatrzymać, gdy tylko odsunęli się od krawędzi krańca Ziemi. Kręciło mu się w głowie i usilnie próbował nabrać powietrza do płuc.
- Jesteś cała? – spytał, odstawiając Kitty na jeszcze stały grunt, wciskając jej brudnego pluszaka w dłonie. Jednocześnie ręką przetarł krew, która ograniczała jego pole widzenia. Potrzebował chwili by zebrać myśli, by zacząć działać, by ogarnąć co się w ogóle wydarzyło… wrzaski paniki, pisk wydobywający się z uszkodzonego systemu nagłośnienia i to uczucie jakby asfalt pod ich stopami się gotował – nic z tych rzeczy nie ułatwiało zadania.
To Kitty wskazała palcem jakiegoś przypakowanego faceta w stroju ratownika medycznego. Stał na jakimś kawałku gruzu i wymachując rękami wykrzykiwał coś, czego w zasadzie Sweet nie zrozumiał. Zdawało się jednak, że chce pomóc…? Świat się wali, ziemia trzęsie, a tu ktoś okazuje się nie być skończonym egoistą?! Dziewczyna pociągnęła go nim zdążył cokolwiek powiedzieć. Ruszyli za nim, wraz z grupą innych ludzi. W tamtej chwili blondyn miał nawet wrażenie, że cały ten kataklizm jakby ucichł… Czyżby cisza przed burzą? A może to dlatego, że resztkami sił trzymał się kurczowo swej świadomości? W drodze dowiedział się, że ten mężczyzna to Adam Jenkins, a kierunek ich amatorskiej ewakuacji to szpital. Szpital to chyba dobre miejsce, nie?
Teraz stojąc przy szklanych drzwiach, zerkając co chwilę na wyjście, nie był tego tak bardzo pewien. Tak, z pewnością lepiej tutaj, niż na zewnątrz, ale czy to naprawdę wszystko co mają teraz robić? Ukryć się jak szczury, czekając na ratunek, licząc że za chwilę wszystko będzie w porządku?
Sweet już przeżył jedną klęskę żywiołową. Mimo iż był tylko dzieckiem, huragan Katrina pozostawił na nim wystarczające piętno, by teraz pomimo zapewnień sanitariusza, nie przeżywał powrotu traumy z tamtych odległych już dni.
- Jak się czujesz? - spytał Kitty, gdy tylko umiejscowili się bezpieczniejszym miejscu.
Drżącą dłonią docisnął do siebie Kitty, która stała zwrócona do niego plecami, w drugiej z kolei zaczął nerwowo obgryzać skórki, jak to miał w zwyczaju robić. Przerzucając co chwilę spojrzenie to na czubek głowy rudowłosej, to na mężczyznę.
- Skąd ta pewność, że jesteśmy tu bezpieczni? - spytał nieco zbyt oskarżycielskim tonem, taksując Adama i wszystkich zgromadzonych, spojrzeniem. Był blady i kręciło mu się w głowie, lecz usilnie trzymał się na nogach. Nie dbał o siebie, ważne żeby Kitty była cała, zdrowa i z dala od zagrożenia ...no i chcących ją wykorzystać chłopaków!

_________________
If You're Looking For Your Knife...I Think My Back Found It.
Powrót do góry Go down
http://ashtown.forumpolish.com/t82-sweet-pie#115http://ashtown.forumpolish.com/t95-notatnik-sweet-a#148
Charlotte Winston
Charlotte Winston
Charlotte Winston
Admin

Wiek : 27
Wzrost | Waga : 170 | 62
Punkty doświadczenia : 2
Stan postaci : Wycieńczona. Dręczy ją uporczywy, bolesny kaszel.

Recepcja Empty
PisanieTemat: Re: Recepcja   Recepcja EmptySob Sie 24, 2019 8:21 pm

Charlotte bardzo szybko wytrzeźwiała podczas, zdającego się trwać wieczność, biegu do szpitala. W jednej chwili, gdy zrozumiała zagrożenie, lekka mgiełka okrywająca jej umysł ustąpiła. Biegła najuważniej jak tylko potrafiła, starając się wybierać jak najstabilniej wyglądający grunt na każdy następny krok. Ludzie wpadali na nią w pędzie za Jenkinsem, ona też wpadała czasem na innych ludzi, kiedy wystraszona robiła szybki uskok, gdy coś spadło lub huknęło obok niej. Winston jest zdeterminowaną kobietą, więc parła dzielnie naprzód.
Wreszcie dotarli na miejsce. Od razu po przekroczeniu progu tatuatorka pozwoliła sobie na głośny, długi kaszel. Pył i opary, których nawdychała się po drodze drapały w gardło. Przemówienie Jenkinsa było krótkie i zwięzłe, jeśli w ogóle można je było nazwać w ten sposób. Wydał kilka poleceń i zajął się pracą. Charlotte próbowała przypomnieć sobie wszystko co pamiętała o człowieku, który miał przewodzić jej przez następne dni. Na razie nie chciała myśleć o tym, że może potrwać to dłużej. Ani tym bardziej, że miałby to być stan permanentny. Całą siłą woli starała się nie patrzeć za okna. Rozejrzała się zamiast tego po ludziach, z którymi znalazła się w pomieszczeniu. Naturalnie uwagę zwróciła dwójka, z której chłopak rzucił trwożne oskarżenie lekarzowi. Kiedy zobaczyła młodą dziewczynę w duchu podziękowała wszystkim siłom wyższym, jakie istniały lub nie. Za to, że jej młodsza siostra wyprowadziła się dawno temu. Po czym postanowiła się zająć rannymi, zgodnie z poleceniem Jenkinsa. Będąc szczerą z samą sobą musiała przyznać, że wolałaby, żeby lekarz nie odpowiadał. Naprawdę nie była tego ciekawa, czy faktycznie są bezpieczni. Chciała w to tylko wierzyć. Musiała coś robić, żeby nie myśleć zbyt wiele o tym, co się wydarzyło i mogło jeszcze wydarzyć. Wybierała, rzecz jasna, raczej lekko rannych. Nie miała wykształcenia medycznego. Trochę pamiętała ze szkoły z zajęć o pierwszej pomocy, trochę też ze szkoleń, które czasem odbywała. Wiedziała jednak sporo o pielęgnacji i opiece nad ranami, dzięki swojej profesji. Usiadła na swojej torebce (żeby mieć pewność, że ma ją przy sobie) i gestem przywołała pierwszego swojego pacjenta, który krwawił z lewego przedramienia.
- Doktorze?! - zawołała Adama. -Gdzie znajdę opatrunki? Jakieś bandaże?
Dzięki temu miała nadzieję także zaanonsować, że jest gotowa i chętna do pomocy.

_________________
Recepcja Tumblr_o4nm7zmceL1thzj8uo1_400


"I push you to the darkness just to pull you to the light
Cause I can take away your breath or I can bring you back to life."
Powrót do góry Go down
http://ashtown.forumpolish.com/t84-charlotte-winstonhttp://ashtown.forumpolish.com/t98-chaotyczne-zapiski-charlotte-winston#153
Kitty Pie
Kitty Pie
Kitty Pie

Wiek : 17
Wzrost | Waga : 154cm | 50kg
Punkty doświadczenia : 0
Stan postaci : Poparzenia od popiołu na klatce piersiowej, dłoniach i udach.
Stan psychiczny: zły.

Recepcja Empty
PisanieTemat: Re: Recepcja   Recepcja EmptySob Sie 24, 2019 9:54 pm

Dopingowała, kiedy Sweet brał udział w zabawach i atrakcjach na stoiskach. Udało mu się nawet wygrać! Teraz jej kolekcja powiększy się o kolejną maskotkę!
Oddaliła się na moment od brata, aby kupić im pudełko z popcornem od lokalnego sprzedawcy. Już kiedy miała płacić ziemia zatrzęsła się delikatnie, a wstrząs w ułamku sekundy przerodził się w potężną falę. Zacisnęła dłoń na ramiączku plecaka i czuła jak jej kończyny drętwieją. Z paniką w oczach próbowała odnaleźć swojego brata w tłumie, który już szaleńczo rozbiegł się we wszystkie strony. Słyszała stłumione krzyki, które rozmywały się i zdawały się być daleko od niej. Zupełnie jakby ktoś nałożył jej na głowę szklany hełm. Nie próbowała nawet opanować paniki, która paraliżowała każdy milimetr jej ciała w zastraszającym tempie. Widziała wszystko jak na zwolnionym filmie. Klatka po klatce. Jak asfalt rozstępuje się dając miejsce potężnym szczelinom. Nie była w stanie się poruszyć, nie była w stanie wydać z siebie żadnego dźwięku. Tylko łzy płynęły jej strumieniami po policzkach. Ktoś ją popchnął, ktoś w nią wbiegł, a inny krzyczał do niej, lecz nie rozumiała jego słów i tylko tępo gapiła się na twarz nieznajomego. Dopiero po dłuższej chwili, która zdawała się trwać w nieskończoność, zawołała cicho imię swojego brata i wybuchnęła płaczem w panice szukając jedynej znajomej twarzy, punktu zaczepienia. Ściskała plecak, który ktoś strącił jej z ramienia i płakała. Szlochała jak zbity szczeniak wrzucony do rowu przy lesie.
W końcu go dostrzegła! Tak! Biegł w jej stronę, a ona wciąż pozostawała w bezruchu. Nie potrafiła odpowiedzieć na pytanie brata o jej stan. Zapytał czy jest cała. Była, ale nic nie było w porządku... Chciała zapytać brata o to samo, jednak żadne słowo nie potrafiło przecisnąć jej się przez gardło. Gorączkowo zaczęła się rozglądać w poszukiwaniu pomocy. Dopiero po chwili dostrzegła jakiegoś mężczyznę, który chyba próbował im pomóc. Uniosła drżącą dłoń i wskazała na niego palcem i nie mówiąc nic pociągnęła brata w jego kierunku. Całą ewakuację przytulała maskotkę, którą wręczył jej chwilę wcześniej. W milczeniu biegnąc z tłumem trzymała się ręki Sweet’a kurczowo, bo od tego zależało jej życie.
Na korytarzu szpitala było głośno. Zdecydowanie za głośno…
- Chodźmy do domu, nie chcę tu być. - poprosiła cicho, kiedy dotarli na miejsce. Tylko gdzie był ich dom i jak mają do niego dotrzeć...
Poczuła znajome uczucie bezpieczeństwa, kiedy Sweet ją objął. Nie widziała jego twarzy, nie musiała jej widzieć, żeby wiedzieć o czym myśli. Położyła rękę na jego ręce. Dopiero wtedy zauważyła, że ktoś tu chyba krwawi. Przerażona zabrała dłoń i zaczęła dygotać jak wierzba na wietrze.
- Dlaczego leci ci krew? - spróbowała wydostać się spod jego ramienia i odwrócić się twarzą. Kompletnie ignorowała chaotyczny tłum i przemowę jakiegoś rosłego kolesia. Kim był, żeby jej mówić co ma robić?!
Zaczęła dotykać jego twarzy w poszukiwaniu ran, robiła to tak nieudolnie, że wsadziła mu nawet palec w oko. Kilkukrotnie.
- Trzeba to zakleić. Trzeba to umyć. Trzeba… - jąkała pod nosem i zsunęła z pleców plecak, żeby wyjąć z niego butelkę z wódką. To wszystko co miała. Oglądała kiedyś programy Beara Gryllsa! Doskonale wiedziała co robić!
Powrót do góry Go down
http://ashtown.forumpolish.com/t60-kitty-pie#76http://brak.pl
Lea Black
Lea Black
Lea Black

Wiek : 29
Wzrost | Waga : 172 | 68
Punkty doświadczenia : 0
Stan postaci : Stan fizyczny: okej
Stan psychiczny: jest przerażona

Recepcja Empty
PisanieTemat: Re: Recepcja   Recepcja EmptyNie Sie 25, 2019 4:10 pm

Nigdy nie miała problemów z pracą pod presją, no może czasami, kiedy była już naprawdę zmęczona. Jednak tym razem, Lea tryskała energią, przynajmniej do czasu, aż nie wyszła na recepcję, skąd planowała udać się do domu po zakończonym dyżurze.
Stała i gapiła się na drzwi wejściowe, które otwierały się i zamykały, wpuszczając do środka coraz więcej ludzi. Gdzieś przez głowę przeszła jej nawet myśl, czy wszyscy zdołają się pomieścić. Odruchowo rozejrzała się dookoła i dopiero wtedy zrozumiała powagę sytuacji, chociaż mogło jej się tylko wydawać. Lekko zmieszana, bez słów przyglądała się poszczególnym twarzom, niemniej zszokowanym niż ona sama, zagubionym, przerażonym. Co się tam wydarzyło? - pytała sama siebie w myślach.
Z całego, chwilowego zamyślenia wyrwał ją donośny głos mężczyzny. Odruchowo skierowała łebek w kierunku kontuaru, na którym stał dobrze jej znany mężczyzna. Adam Jenkis, którego często mijała na salach operacyjnych podczas asysty, bądź w pokoju socjalnym pijącego kawę, i choć nigdy nie wymienili się żadną porządną konwersacją, świadomość, że ktoś z jajami wygłosił mowę "pocieszenia", podniosła Black nieco na duchu.
Wypuściła ze świstem powietrze z ust i już wyciągnęła ręce, żeby pokierować ludzi do izby przyjęć, kiedy zauważyła, jak jakaś rudowłosa dziewczyna wyciąga z plecaka buteleczkę wódki. Lea widząc to, przypięła do bluzki identyfikator i ruszyła w stronę dziewczyny, łapiąc ją za nadgarstek, nim ta cokolwiek zdążyła zrobić z tym trunkiem. Black nie wiedziała, czy rudowłosa chciała to wypić, tak czy siak, nie mogła na to pozwolić.
- To jest szpital młoda damo - powiedziała z lekkim przekąsem, przyglądając się jej młodziutkiej buzi. Dopiero po chwili dostrzegła, że jej towarzyszowi leci krew. Uśmiechnęła się pokrzepiająco i wskazała dłonią kierunek, gdzie znajdowała się izba przyjęć.
- Tam na pewno uzyskacie pomoc, której potrzebujecie, nie wyrządzając przy okazji nikomu krzywdy - dodała, po czym skierowała się do pozostałych:
- Bardzo proszę, by wszyscy obecni zastosowali się do słów doktora - obejrzała się w stronę drzwi wejściowych, za którymi widok przyprawiał ją o ciarki. - Nie wiadomo ilu jeszcze przybędzie - mruknęła bardziej do siebie, choć osoby stojące bliżej, mogły ją doskonale usłyszeć.
Powrót do góry Go down
http://ashtown.forumpolish.com/t117-lea-blackhttp://ashtown.forumpolish.com/t122-drogi-notatniczku#270
Fairen Clifton
Fairen Clifton
Fairen Clifton

Wiek : 23
Wzrost | Waga : 157 // 52
Punkty doświadczenia : 0
Stan postaci : Kilka zadrapań i stłuczeń, które skończą się paskudnymi siniakami. Wyraźnie przestraszona.

Recepcja Empty
PisanieTemat: Re: Recepcja   Recepcja EmptyNie Sie 25, 2019 4:29 pm

Wiesz, że jest źle, gdy nie jesteś pewna, czy to ty się trzęsiesz, czy cały świat. W tym jednak wypadku okazało się, że to to drugie. Przez chwilę ją to głupio ucieszyło. Uratowana! Przemknęło jej przez myśl, gdy ludzie zaczęli uciekać. I ona chciała rzucić się do ucieczki, ale pochwycona w stalowy uścisk dłoni Matta, była zmuszona iść tam, gdzie on. Po chwili zresztą pojęła, że to nie są żarty, a wszystko inne zeszło na boczne tory. Nie rozumiała, co się stało; w jednej chwili starała się jakoś wykręcić, patrząc prosto w twarz komuś, komu zrobiła niegdyś okropne świństwo i pewnie przyszło jej za to w końcu zapłacić, a w kolejnej przeciskali się przez panikujący tłum. Ktoś ją trącił łokciem, ktoś w panice się z nią zderzył, a jedyną pewną w całym tym chaosie, była ręka zaciśnięta na jej. Serce biło jak oszalałe, ale w głowie tłukła się myśl dotycząca tego, co stało się z jej znajomymi? Gdzie byli jej rodzice? Jak daleko sięgały te zniszczenia, a przede wszystkim, co się tutaj działo? Ktoś ich zaatakował? Dziwne opary unoszące się nad ziemię skojarzyły jej się z jakąś bronią chemiczną. Nie miała jednak czasu, żeby się nad tym głębiej zastanawiać.
Dopadli do szpitalnego holu wraz z większą grupą. Fairen nie zdążyła się nawet dobrze rozejrzeć. Wyrwała się z uścisku Matthewa. Dłonie jej drżały, a kolana zmiękły, kiedy próbując zaczerpnąć oddechu oparła się o ścianę w recepcji. Oddychała głęboko, nawet nie krzywiąc się na szpitalny, jakże charakterystyczny zapach. To się nie może dziać naprawdę, powtarzała sama do siebie, skrywając na chwilę twarz w dłoniach. Obudź się, to musi być jakiś koszmar. Począwszy od zjawienia się Matta, aż po całą tę apokalipsę... Ale mimo, że uszczypnęła się z całej siły w przedramię, wciąż była w szpitalu.
Słowa Jenkinsa docierały do niej jak przez mgłę. Właściwie wychwyciła z nich tylko tyle, że tutaj byli bezpieczni. Musiała poniekąd przyznać rację mężczyźnie który stwierdził, dlaczego niby Jenkins tak uważa. Na pieprzonym festynie zapadła się ziemia, skąd pewność, że nie wydarzy się to tutaj? Wyjęła komórkę i spróbowała nawiązać połączenie z matką; nie było jednak nawet mowy o zasięgu. Zaklęła pod nosem i rozejrzała się po zebranych, w poszukiwaniu znajomych twarzy. Głupi odruch nakazywał trzymać się tego, co znane, a zatem Matta. Podniosła na niego wzrok, jakby chciała się upewnić, czy nic mu nie jest, choć tak naprawdę może powinna mu życzyć, żeby wpadł w którąś z rozpadlin. Z drugiej strony dzięki niemu była tutaj, cała i zdrowa.
- Jak to nie wiadomo ile potrwa? Przecież kogoś tu zaraz wyślą, prawda? To było tylko trzęsienie ziemi... - Odezwała się, starając zachować zdrowy rozsądek. W przypadku klęsk naturalnych, pomoc zostawała zwykle wysyłana szybko. Bo tym właśnie było to, co wydarzyło się na festynie, prawda? Czym innym mogłoby by być? Objęła się ramionami, niepewna tego, co dalej. Wzrokiem odszukała najbliższe okno, chcąc zobaczyć, co dzieje się na zewnątrz.
- Pomóc w czymś? - Zapytała Lei. Poza kilkoma zadrapaniami nic się jej wielkiego nie stało, ale nie wszyscy musieli mieć tyle szczęścia. Bardzo chciała się czymś zająć, nie mogąc znieść myśli o tym, że miała siedzieć i czekać bezczynnie. Zwłaszcza, jeżeli był tu Matt. Nie wiedziała, co ten planuje, ale nie chciała tego sprawdzać.
Powrót do góry Go down
http://ashtown.forumpolish.com/t110-fairen-clifton
Alex Smith
Alex Smith
Alex Smith

Wiek : 27
Wzrost | Waga : 182|80
Punkty doświadczenia : 0
Stan postaci : Delikatne oparzenia od popiołu na twarzy i dłoniach; opuchnięta twarz; zadrapania tu i ówdzie

Recepcja Empty
PisanieTemat: Re: Recepcja   Recepcja EmptyNie Sie 25, 2019 5:28 pm

Lubił wypić piwo, dwa góra osiem, no czasami więcej, a że okazja się nadarzyła, to razem ze starymi znajomymi opróżniał butelkę jedną za drugą. Kij z tym, że przyjechał tu lawetą i będzie nią wracał, ale niech pierwszy rzuci kamieniem ten, co nigdy nie jechał po pijaku? Prawka i tak by mu nie zabrali, bo najpierw trzeba je posiadać. Niestety w jednej chwili świat zaczął się mu walić i to dosłownie. Początkowo myślał, że to przez wypitą ilość alkoholu grawitacja zaczęła płatać mu psikusa, ale jednak nie. Początkowo nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia, ale ludzie zaczęli biegać w popłochu, więc coś jednak było nie tak. Pękająca ziemia o dziwne opary wydobywające się z powstałych szczelin były bardzo nie halo. Nawet delikatnie otrzeźwiał, ma przy sobie broń bez numerów, więc jeśli ucieknie tam gdzie jest masa policji, to nie będzie fajnie. Cóż, szpital wydawał się takim spoko miejscem aby to przeczekać. Miał farta, że postanowił tam uciec, przegrał z grawitacją i wysypał się jak długi na niegdyś prostej, asfaltowej drodze. Gdy się podniósł piekła go twarz i dłonie, a wokół oka czuł jak spływa cieplutka krew.
- Pięknie, ku*wa pięknie - rzucił do siebie. Idąc w stronę szpitala nieco bardziej uważał żeby nie zaliczyć kolejnej gleby.
Recepcja szpitala wypełniała się coraz bardziej przerażonymi i rannymi uciekinierami, widząc ten tłum, odpalił papierosa i wycofał się przed drzwi szpitala, aby w spokoju delektować się fajką. Wytarł brudną dłonią krew z twarzy, przez co wyglądał jeszcze gorzej, szkarłatna ciecz ze stróżki zmieniła się w krwawy ślad na pół twarzy, ale ze względu na stan upojenia miał to w głębokim poważaniu. Kilka chwil później ktoś go zaczepił i stwierdził, iż jednak bezpieczniej będzie wewnątrz budynku. Chcąc nie chcą, wszedł z powrotem do recepcji i usiadł pod ścianą czekając, aż to wszystko się skończy.
Powrót do góry Go down
http://ashtown.forumpolish.com/t109-alex-smithhttp://ashtown.forumpolish.com/t129-pozdrowienia-do-wiezenia
Cheolmin Seon
Cheolmin Seon
Cheolmin Seon

Wiek : 24
Wzrost | Waga : 178 cm | 70 kg
Punkty doświadczenia : 0
Stan postaci : Fizyczny: pomijając parę zadrapań, siniaków i otarć - całkiem okej. Psychiczny: kiepsko...

Recepcja Empty
PisanieTemat: Re: Recepcja   Recepcja EmptyNie Sie 25, 2019 6:04 pm

Jedna wielka masakra. Nadal miał przed oczami swoich uczniów, spadających w otchłań pomiędzy częściami sceny. Chciał, by cała ta sytuacja okazała się złym snem. Pragnął obudzić się z tego koszmaru jak najszybciej.
Z podopieczną na rękach, biegł za ludźmi w stronę szpitala. Choć czuł, że zaraz opadnie z sił, uparcie trzymał ją w objęciach, uważając, by nie zaczepiła chorą nogą i nie zraziła miejsca, które krwawiło.
Kość wyszła na zewnątrz, przerywając kolorowe spodnie. Nadal miała na sobie strój, w którym miała wystąpić na scenie z innymi.
Przełykając łzy, wreszcie znalazł się z nią w szpitalu.
- Przepraszam, przepraszam, przepraszam... - bełkotał, chcąc przecisnąć się przez tłum przerażonych ludzi. Nie wiedział ilu z nich jest rannych - nawet nie zwracał na nich uwagi. Cały czas patrzył na dziewczynę, którą trzymał na rękach. Miała bladą twarz i była cała spocona. Ciężko oddychała, wykrzywiając usta w bólu. - Czy ktoś może mi pomóc? Ma złamaną nogę. Spadł na nią reflektor - nadal mamrotał pod nosem, zwracając się do pierwszej lepszej osoby, która stanęła mu na drodze. Gdzieś w oddali mignęła mu sylwetka rosłego mężczyzny, który przed chwilą przemawiał. Nadal przeciskał się przez tłum, aż w końcu przez przypadek potknął się o siedzącego przy ścianie mężczyznę.
- Przepraszam, czy ktoś jej może pomóc? Bardzo cierpi... - powtarzał cicho, wlepiając spojrzenie w lekarza, który ciągle rozpływał się za sylwetkami innych osób.
Powrót do góry Go down
http://ashtown.forumpolish.com/t119-cheolmin-seon
Florence Anderson
Florence Anderson
Florence Anderson

Wiek : 21
Wzrost | Waga : 178cm | 63kg
Punkty doświadczenia : 0
Stan postaci : Zdrowa i przerażona, lecz zdeterminowana.

Recepcja Empty
PisanieTemat: Re: Recepcja   Recepcja EmptyNie Sie 25, 2019 8:37 pm

To jakiś porąbany sen.
Kiedy w końcu Florence opanowała się na tyle, by przypomnieć sobie, jak się chodzi i ruszyła biegiem za sanitariuszem, w głowie rozbrzmiewała jej ta jedna myśl. To wszystko było nierealne. Coś takiego przytrafiało się ludziom gdzieś na drugiej półkuli, którym współczuła, ale chwilę po wyłączeniu wiadomości zapominała o całej sprawie.
C h c i a ł a b y m, żeby to był sen – poprawiła się w myślach.
W jej głowie panował chaos równie wielki co ten wkoło. Nie wiedziała, o co chodzi, co, jak, dlaczego. Chciała jak najszybciej wrócić do Bittersprings, przytulić się do mamy i uspokoić. Tymczasem jednak biegła, by… Właśnie, po co? Już zapomniała. Przypomniała sobie dopiero wtedy, gdy zobaczyła budynek szpitala.
Aha. No tak. Ukryć się i przeczekać. Po to tu jestem.
Mimo że czuła lekkie kłucie w boku, przyśpieszyła. Musiała znaleźć się jak najbliżej sanitariusza. Póki co był jej uosobieniem resztek normalności, pomocy, ochrony.
Domyślała się, że tak naprawdę on też nie do końca wie, co robić i dlaczego coś takiego się wydarzyło. Nikt by nie wiedział w takiej sytuacji. Jemu jednak udała się sztuka spontanicznego zebrania ludzi i uratowania ich, zapanowania nad nimi, więc postanowiła mu zaufać.
Tak jak przeczuwała, w drzwiach zrobił się korek. Ludzie napierali na siebie, a ona przez chwilę się bała, że się wywróci. Nie uśmiechała jej się wizja zadeptania, dlatego cudem utrzymała się na nogach. Gdy znalazła się w środku, dopchała się jak najbliżej sanitariusza, by go lepiej słyszeć.
Do jej uszu dotarł głos jakiegoś mężczyzny. W pierwszym odruchu chciała bronić sanitariusza, ale potem zrozumiała, że zwątpienie było jak najbardziej na miejscu. Co, jeśli sufit zawali się im na głowę?
Nie myśl o tym, nie myśl. Nie teraz.
Wyciągnęła telefon. W tym hałasie i tak nic by nie słyszała, więc zamiast dzwonić, wysłała mamie SMSa o treści „Trrzsini ziemii. Jesem bezppiecna. Kochha cie”. Ręce tak jej się trzęsły, że nie mogła trafić we właściwe litery. Kliknęła przycisk „Wyślij”, lecz kółeczko symbolizujące wysyłanie wiadomości kręciło się w nieskończoność. Brak zasięgu.
Musiała oszczędzać baterię. Wygasiła ekran i schowała telefon do kieszeni. Zaraz potem jej ręka wystrzeliła w górę.
- Mogę pomóc z mniej poważnymi obrażeniami – oświadczyła głośno, brzmiąc zdecydowanie pewniej siebie niż obecnie się czuła.
Studiowała weterynarię, nie medycynę. To jednak nie do końca to samo, a przejście szkolenia z pierwszej pomocy trudno uznać za coś niezwykłego i rzadkiego. Ale Florence nie byłaby sobą, gdyby nie pomogła na tyle, na ile potrafiła.
Zaraz potem niedaleko siebie usłyszała mamrotanie.
Spojrzała na kogoś, kto wyglądał jej na Koreańczyka. Niósł kogoś na rękach… Ugięły się pod nią nogi, gdy zobaczyła młodą dziewczynę i wystającą z jej nogi kość. Trzeba było mieć jakieś priorytety, a otwarte złamanie wymagało pomocy zdecydowanie szybciej niż parę zadrapań, otarć czy nawet rozcięć.
- Zróbcie przejście! – krzyknęła. – Tak jak zostało powiedziane, idźcie do bufetu! Blokujecie drogę tym, którzy pilnie potrzebują opieki lekarskiej – dodała już ciszej, czując, że to wszystko ją przerasta. Nie mogła jednak teraz zemdleć, tego by jeszcze brakowało!
Powrót do góry Go down
http://ashtown.forumpolish.com/t128-florence-andersonhttp://ashtown.forumpolish.com/t135-pamietnik-florence#319
Matthew Levy
Matthew Levy
Matthew Levy

Wiek : 25
Wzrost | Waga : 192 | 85
Punkty doświadczenia : 0
Stan postaci : Niezdrowo podekscytowany chaosem.

Recepcja Empty
PisanieTemat: Re: Recepcja   Recepcja EmptyNie Sie 25, 2019 9:08 pm

Chaos który zapanował, nosił znamiona doskonałości.
Myślał o tej chwili przez ostatnie trzy lata. O momencie konfrontacji. Spojrzenia w oczy Fairen, sprawdzenia, jak ułożyła sobie życie. Miała już kogoś? Spisała go na starty? Sądziła, że tu nie wróci? Prawdę mówiąc zakładał, że dziewczyna zostawiła Ashtown za sobą. Tymczasem nie; odkąd wrócił, pierwszym co zrobił było dowiedzenie się, co też się z Clifton stało. Kelnerka. Niezwykle ambitnie. Powściągnął chęć odwiedzenia jej w pracy, zostawiając sobie tę niewątpliwą przyjemność na festyn.
Witał się ze wszystkimi znajomymi, tu i tam zamienił parę słów. Wszyscy jakże taktownie starali się nie nawiązywać do tematu jego nieobecności, co go tylko nieodmiennie bawiło. Krążył w tłumie jak drapieżnik wypatrujący ofiary; w tym wypadku niskiej, drobnej blondyneczki. Z nonszalancją, mimochodem, nie spieszył się. Gdy w końcu dostrzegł, przez jego ciało przetoczyła się fala emocji; od tych najbardziej podle paskudnych, aż po całkiem pozytywne; no, względnie. Obserwował ją przez dłuższą chwilę, ciekaw czy dołączy do niej ktoś. Kto przyniesie napój w plastikowym kubku, albo corn doga; kto obdarzy uśmiechem, a potem obejmie w pasie. Co by wtedy zrobił? Ręka schowana w kieszeni zacisnęła się na kastecie; ale nie. Nie pozwoliłby sobie na tak idiotyczne zagrywki.
Nie zaciągnął jej za te trybuny siłą, poszła sama, z nieprzymuszonej woli. Widział strach w jej oczach, zaskoczenie, a może coś jeszcze. Coś, czego nie zdążył zinterpretować, bo zatrzęsła się ziemia. Przez chwilę przez myśl mu przeszło, że oto chyba same niebiosa postanowiły interweniować, ale gdy głębokie pęknięcia uwolniły smrodliwe opary zrozumiał, że bliżej temu wszystkiemu do piekieł. Niewiele myśląc, złapał Fairen i omijając deski spadające z trybun, wyprowadził na obrzeża. Panika ogarnęła wszystkich zebranych; tratowali się, nie zważając na to, że zadepczą tych, którzy się przewrócili. Matt oddałby wszystkie pieniądze świata, by zobaczyć teraz swojego ojca; masz swój porządek, skurwielu. Nie było jednak czasu na zabawę. Adrenalina buzowała w żyłach, pęd ku przetrwaniu robił swoje. Słuch wychwycił nawoływania Jenkinsa ponad krzykami tłumu; tam się skierowali. Szpital wydawał się rozsądnym posunięciem, choćby ze względu na opiekę medyczną. Matt śmiało korzystał z przewagi wzrostu, wymijając kobietę leżącą na ziemi, błagającą o pomoc. Ktoś się o nią potknął, wpadł w rozpadlinę... Levy wypatrywał w tłumie odpowiedniej drogi. Na nic innego nie starczyło czasu.
Dopadli drzwi szpitala jako jedni z pierwszych. Fairen się mu wyrwała; nie powstrzymał jej. Zupełnie niestosownie do sytuacji, na usta cisnął mu się śmiech; skrył go jednak, pogrzebał gdzieś głęboko.
- Nie byłbym taki pewien - odpowiedział dziewczynie. Zanim od niego odeszła, złapał ją pod brodę i przyjrzał się jej twarzy z uwagą. Byłaby wielka szkoda, gdyby coś jej się stało. Nie podobało mu się, że z taką swobodą wymykała się poza jego zasięg, ale obecnie sam był wysoce zainteresowany tym, co działo się na zewnątrz. Czy pęknięcia nie powinny dotrzeć i tutaj? Nie sądził, by byli tu bezpieczni, zakładał, że całe to przemówienie wygłoszone na modłę Stowarzyszenia umarłych poetów, miało za zadanie uspokoić panikantów, zanim histeria ogarnie zebranych. Zauważył, że Fairen próbuje zadzwonić. Sam wyjął telefon, ale brak zasięgu nie nastrajał optymistycznie. Wyrwy w glebie zniszczyły nadajniki, czy to faktycznie był jakiś zamach? - Nie byłbym też pewny, czy pomoc nadejdzie tak szybko - mruknął. Zerwana komunikacja nie wróżyła, by tak miało być. Nie wiedzieli przecież, jak daleko sięgały zniszczenia.
Dostrzegł Smitha; ostatni raz widział go, gdy ten wychodził na wolność, a on wciąż tkwił w cholernym mamrze. Aż trudno było uwierzyć, że przyszło im się spotkać znów, w tak parszywych warunkach. Ktoś kto szturchnął, przepychając się przez tłum z dziewczyną na rękach. Otwarte złamanie. Spojrzał na Fairen.
- Idziemy do bufetu. - Byle jak najdalej od tłumu rannych, którzy napływali do środka. Ktoś płakał, ktoś krzyczał.
Powrót do góry Go down
http://ashtown.forumpolish.com/t123-matthew-levyhttp://ashtown.forumpolish.com/t126-palcem-po-wodzie-pisane#290
Alyona Mikhelson
Alyona Mikhelson
Alyona Mikhelson

Wiek : 30
Punkty doświadczenia : 0
Stan postaci : Zmęczona, ale cała i zdrowa

Recepcja Empty
PisanieTemat: Re: Recepcja   Recepcja EmptyNie Sie 25, 2019 9:48 pm



Naprawdę zamierzała otworzyć w końcu i przeczytać ten cholerny list, który już na pierwszy rzut oka zdradzał osobę go nadającą. Droga papeteria, napisy wykonane starannym pismem - brakowało chyba tylko zapachu perfum jej, przy odrobinie szczęścia wkrótce byłego, męża. Niestety, lub stety, Bóg postanowił najwyraźniej dołączyć do niej w staraniach w odwlekaniu zapoznania się z treścią wiadomości. Wszystko zatrzęsło się wokół i Alyona miała przez chwilę wrażenie, że to nie w Ashtown obudziła się po swej krótkiej drzemce. Tutaj przecież takie rzeczy się nie zdarzały, co innego w krajach Trzeciego Świata leżących na granicach płyt tektonicznych, ale w tej spokojnej mieścinie nie. Gotowa była uszczypnąć się by przekonać, że obecny kataklizm stanowił jedynie przedłużenie majaków sennych, które na ogół zapominała wraz z wybudzeniem się. Kolejny wstrząs dał jej wyraźnie do zrozumienia, że wszystko co działo się wokół było zupełnie realne i należało wziąć się w garść. Niewiele myśląc poderwała się na nogi, zarzucając na ramię plecak i wypadła z pokoju na korytarz, przeskakując po drodze nad książkami, które zsunęły się z półki przy biurku. Światło migało, możliwe, że uszkodzeniu uległy linie wysokiego napięcia doprowadzające energię do placówki. Kobieta odruchowo wyciągnęła jedną z dłoni ku ścianie, ułatwiając sobie marsz w obliczu takiej "dyskoteki" - doprawdy ostatnie na co mogła sobie w tym momencie pozwolić, to zaliczenie gwałtownego spotkania z ziemią przez potknięcie się o własne nogi czy jakieś urządzenie szpitalne.
Już z daleka mogła dosłyszeć harmider panujący w recepcji, do której powoli, acz metodycznie zbliżała się. Doprawdy, co za ironia losu - przybyła tutaj, z dala od domu, by zyskać nieco spokoju i bez pośpiechu przemyśleć parę kwestii. Spodziewała się, ba, obiecywano jej senną mieścinę pozbawioną zbędnej akcji, chyba że samemu się sobie taką stworzyło. Wszyscy ci, którzy ją okłamali wisieli jej butelkę wódki, najlepiej produkcji europejskiej. Lokalne trunki niekoniecznie trafiały w jej gusta i to delikatnie powiedziawszy.
Dotarłszy w końcu do pomieszczenia zlustrowała błyskawicznie wzrokiem zgromadzonych w nim, szukając znajomych twarzy. Była tu już część personelu, z którymi do niedawna sama pełniła dyżur, a także osoby spędzające ten wieczór na festynie. Oczywiście impreza masowa musiała mieć miejsce w ten sam wieczór, co całe to piekło, bo jakże by inaczej. Pewnie połowa rannych, którzy do nich trafią będzie nosić obrażenia niekoniecznie wynikające z samego trzęsienia ziemi, a bardziej powstałe przez biegnący na oślep spanikowany tłum. Nawet nie chciała w tym momencie myśleć ile dzieci musiało zostać rannych w wyniku tego koszmaru - do ich cierpienia nigdy nie dało się przywyknąć, nieważne jak długo nie pracowałoby się przy jego minimalizowaniu.
Dostrzegła jednego z lekarzy zatrudnionych w szpitalu, Jenkins jeśli ją pamięć nie myliła, a także pielęgniarkę nazwiskiem... Black? Lea Black. Bycie nowym doprawdy nie popłacało, gdy trzeba było spamiętać imiona wszystkich współpracowników. To właśnie do tych dwóch osób zbliżyła się, jakimś cudem przebijając przez ludzką masę dzielącą ją od celu.
- Co tu się do diabła... - zapytała, trudno jednak było stwierdzić, do kogo konkretnie kierowała słowa. Nie czekała zresztą nawet specjalnie na odpowiedź, zamiast tego poprawiając odruchowo kitkę i na szybko formułując w głowie plan działania. - Idę na izbę przyjęć, tak przydam się najbardziej. Ktoś z personelu powinien udać się do bufetu. Niektórzy mogą nie mieć widocznych obrażeń albo nie odczuwać ich przez szok w jakim są.
Trzęsienie mogło też wpłynąć na stan psychiczny ludzi, ale o tym wolała nie mówić głośno. Tak czy inaczej potrzebowali choć jednej "własnej" osoby do pilnowania bufetu, tak by sytuacja tam nie wymknęła się spod kontroli. Ona sama z pewnością miała zrobić lepszy użytek z własnych umiejętności składając co ciężej rannych do kupy. Jak choćby dziewczynę, którą na rękach wniósł do pomieszczenia młody chłopak, wyraźnie w szoku i u kresu sił.
- Hej! - krzyknęła w stronę najbliższego sanitariusza, który przewinął jej się między ludźmi. - Pomóżcie mu, na izbę ją.
Alyona mogła nie być najbardziej rosłą kobietą, ale kiedy krzyknęła ze swym rosyjskim akcentem raczej trudno było ją zlekceważyć. Do tego raczej rzadko zdarzało jej się podnosić głos, jeśli więc już do tego doszło musiało to świadczyć o powadze sytuacji.
Powrót do góry Go down
http://ashtown.forumpolish.com/t133-alyona-mikhelson#309
Max Finch
Max Finch
Max Finch

Wiek : 25
Wzrost | Waga : 180 | 79
Punkty doświadczenia : 0
Stan postaci : Dobry

Recepcja Empty
PisanieTemat: Re: Recepcja   Recepcja EmptyNie Sie 25, 2019 9:58 pm

Udało się, dotarły bezpiecznie w zbawienne progi szpitalnego azylu, dziewczynka w ramionach Max nie ustawała w rozpaczy ustawicznie cicho kwiląc, całą swą drobną istotą wczepiona w blondynkę. Musiała czym prędzej odnaleźć kogoś z małą spokrewnionego, lub przynajmniej znajomego, bo choć czuła się odpowiedzialna za jej los, to zdecydowanie stały przed nią ważniejsze zadania w tej pokręconej sytuacji.
Przede wszystkim musiała wspomóc Jenkinsa, którego to nie bez powodu zebrani wokół ludzie postrzegali jako lidera, co było naturalnym zjawiskiem w sytuacji tak kryzysowej. Doktorek niechybnie winien dostać medal za zachowanie zimnej krwi, i wzięcie na własny karb ogrom odpowiedzialności za sprowadzonych mieszkańców.
Kierując się pośpiesznie ku bufetowi, pozostawiła tam małą w rękach jednej z kobiet, obiecując uprzednio, że wróci doń gdy tylko będzie to możliwe. Następnie jako policjantka której powinnością było czuwać nad bezpieczeństwem, i porządkiem, a także osoba która przeszła obowiązkowy kurs pierwszej pomocy, powróciła do już nie tak zatłoczonej recepcji.
Witam doktorze Jenkins, przykro mi że spotykamy się w takich okolicznościach. Co prawda jestem policjantką, ale jak mniemam i z moim śmiesznym kursem pierwszej pomocy zdołam was jakoś wspomóc. — Uśmiechnęła się niemrawo, przekonana ogarniając wzrokiem krajobraz bitwy, że w tej chwili personelowi szpitala przyda się każda para rąk.
Powrót do góry Go down
http://ashtown.forumpolish.com/t124-maxine-finch
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Wiek : 1
Punkty doświadczenia : 0

Recepcja Empty
PisanieTemat: Re: Recepcja   Recepcja EmptyNie Sie 25, 2019 10:38 pm

ADAM JENKINS

Adam był osobą cierpliwą, nie pozwalał unosić się emocjom. Na oskarżycielskie pytanie młodego chłopaka, zareagował więc chłodno i z dystansem. Rzucił mu krótkie spojrzenie i odpowiedział pytaniem:
- A myślisz, że na zewnątrz byłbyś bezpieczniejszy?
Skończył opatrywać kobietę ze spuchnięta kostką, schował niepotrzebne opatrunki do swojej podręcznej apteczki, aby mieć wolne ręce i podszedł do Sweet'a, mimo że zajęła się nim już Lea.
- Ja się nim zajmę - odezwał się do pielęgniarki.
W tej chwili usłyszał pytanie od białowłosej kobiety, Charlotte, jednak zanim zdążył odpowiedzieć, Karen, pielęgniarka z oddziału położniczego podbiegła do niej z całym naręczem opatrunków.
- Możemy przenieść się do izby przyjęć, tam będzie nam łatwiej... - zaproponowała Karen, jednak urwała, widząc Alexa, wchodzącego do szpitala. - Albo zajmijmy się nim - powiedziała i pociągnęła Charlotte w stronę Alexa.
Widząc, że panowanie nad sytuacją przejmują również inne osoby powrócił do swoich podopiecznych. Spojrzał na Kitty.
- Zajmę się twoim kolegą, ale proszę, żebyś się odsunęła - poprosił i znów skupił się na Sweet’cie. Posadził go na jednym z wolnych krzeseł, jeżeli nie zechciał użył do tego siły. Tak czy siak, chłopak usiadł na krześle. Zaczął oglądać rany na jego twarzy, które nie były poważne, jednak obficie krwawiły. Wyjął z apteczki antyseptyk i waciki, oczyścił rany a na koniec ocenił ich głębokość. Okazało się, że należało zszyć tylko jedną ranę, pozostałe nie były na tyle poważne aby w tej chwili poświęcać im więcej uwagi.
- Musimy ci zszyć tę ranę na czole, ale będziesz musieli z tym poczekać, aż sytuacja trochę się uspokoi - powiedział, zaklejając ranę plastrem. Wyciągnął latarkę i poświecił w oczy Sweet’a, sprawdzając reakcję jego źrenic. - Wygląda na to, że nie masz wstrząsu mózgu, powinniśmy zrobić ci tomografię, ale niestety teraz jest to niemożliwe. - Spojrzał na rudowłosą i, wnioskując, że dziewczyna była w jakiś sposób zżyta z chłopakiem, zadał jej pytanie: - Czy mogłabyś pilnować go w nocy? Będziesz musiała budzić go co pół godziny i sprawdzać jego świadomość. Pytaj o jakieś znane ci szczegóły, na przykład imię matki, albo który obecnie mamy rok.
Oczywiście Adam nie mógł wiedzieć, że Kitty nie jest najlepszą osobą do opieki nad rannymi. Zamiast zastanawiać się nad takimi szczegółami, wrócił do oceny stanu zdrowia Sweet’a. Wcześniej zauważył, że chłopak skrzywił się, gdy Jenkins usadowił go na krześle.
- Podnieś koszulkę - poprosił. Gdy chłopak wykonał polecenie, mężczyzna zauważył na wysokości żeber dość sporych rozmiarów siniak. Pomacał w tym miejscu, wyczuwając znaczące przemieszczenie kości żebra. -Masz złamane żebro, będę musiał to opatrzyć. Proszę, żebyś zdjął koszulkę i uniósł ręce - poprosił i poszukał w swojej apteczce odpowiedniego bandaża, gdy go znalazł znów zwrócił się do chłopaka: - Zrób wydech i spróbuj przez chwilę wstrzymać tak oddech.
W chwili gdy Sweet zrobił, o co poprosił go Adam, pielęgniarz zaczął owijać bandaż wokół jego klatki w miejscu zsinienia. Skończywszy owijać bandaż oznajmił chłopakowi, że może założyć koszulkę i powinien się oszczędzać.
Biorąc długi i głęboki oddech rozejrzał się, szukając kolejnej osoby, której mógłby pomóc.
Fairen nie była w stanie zbyt wiele zobaczyć przez okno, gdyż pył i wieczorna pora skutecznie utrudniły widoczność na zewnątrz, jednak zdołała zauważyć padający śnieg. Padający śnieg? We wrześniu? Fairen mogła zacząć podejrzewać, że ma omamy wzrokowe. Może uderzyła się w głowę, jednak tego nie pamięta? A może ten śnieg był prawdziwy? Jeżeli się nad tym zastanawiała, jej tok myślenia przerwała kobieta, która pojawiła się przed nią i Leą. Trzymała na dłoniach chłopca, który cicho pochlipywał.
- Mój mały upadł, kiedy biegliśmy do szpitala i zranił się w nogę. Ja wiem, że pewnie inni potrzebują o wiele bardziej pomocy, ale mały cały czas płacze - odezwała się kobieta blagalnym tonem.
Zanim Alex zdążył wrócić do środka mógł zauważyć dziwną rzecz. Otóż z nieba zaczął sypać coś jakby śnieg, jednak był on ciepły i szary. Na twarz i dłonie Alexa spadło kilka płatków, gdy chłopak się im przyjrzał wyglądały jak popiół. Wróciwszy do holu szpitalnego dopadły do niego Charlotte oraz Karen i namówiły go na opatrzenie twarzy. Kiedy zaczęły przemywać środkiem dezynfekującym ranę na jego czole, chłopak zaczął odczuwać na dłoniach i twarzy coraz mocniejsze pieczenie. Charlotte mogła zauważyć, jak miejsca w których na skórę Alexa spadły szare płatki, widocznie się zaczerwieniają. Chłopak odczuwał coraz silniejsze uczucie dyskomfortu, które potęgowało się z każdą chwilą. Pieczenie przerodziło się w narastające uczucie palenia, jakby żrący kwas wypalał mu skórę.
Gdy Cheolmin wszedł do zapełnionej ludźmi recepcji Adam akurat kończył opatrywać głowę małej dziewczynki, siedzącej przy wejściu. Szybko doskoczył do azjaty, pobieżnie przyjrzał się otwartemu złamaniu dziewczynki na rękach chłopaka i wskazał mu drzwi, prowadzące do izby przyjęć, skinął też porozumiewawczo do Alyony, aby to ona zajęła się chłopakiem z dziewczynką na rękach.
- Idźcie we dwie. - rzucił stanowczo do Alyony i Florence. Nie wiedział na ile spanikowany azjata będzie w stanie pomóc. Złamanie wyglądało paskudnie.
Szybkim ruchem głowy odwrócił się w stronę chłopaczka, który zwątpił w nadchodzącą pomoc. Matt został zmrożony spojrzeniem przez Adama. Nie potrzebowali tu spanikowanego tłumu, który chaotycznie biega w kółko i próbuje za wszelką cenę znaleźć bliskich i wydostać się z miasteczka. Ewakuacja przejdzie sprawniej, kiedy wszyscy będą w jednym miejscu, Adam był tego pewien.
- Podejrzewam, że służby już wiedzą o tym co się wydarzyło, jak tylko wszyscy przestaną dzwonić do bliskich zasięg powinien wrócić i skomunikuję się z odpowiednimi służbami. - zapewnił go i zwyczajnie zostawił odchodząc w stronę kolejnych poszkodowanych. Adam wiedział co było powodem braku zasięgu. Każdy w panice klikał w telefony próbując wysyłać wiadomości albo dzwonić. Nadajniki pewnie nie wytrzymały. Nie przejmował się tym i starał zająć pracą.
Miło było mu zobaczyć znajomą twarz. Finch wkroczyła do szpitala z wczepioną w siebie młodą dziewczynką, której Adam nie kojrzył. Może była tu nowa. Max oddała dziecko w ręce Fairen, która za zadanie miała od teraz zająć się tym dzieckiem. Nie miała wyjścia, bo Max pospiesznie ruszyła w stronę Adama.
- Cześć Max. Też mi przykro, znacznie bardziej wolałbym być teraz na gazie po beczułce Budweisera w barze, ale ale musimy wytrzymać pierwsze godziny, dopóki pomoc nie nadejdzie. Widziałem cię z dzieckiem… Może zabierz dziewczynkę i jej teraźniejszą opiekunkę do bufetu, dopilnuj, żeby zapasy pozostały nienaruszone, będą nam potrzebne, jeżeli ewakuacja się przedłuży. Zbierz tam zdrowych, tu robi się ciasno. - skrzywił usta, kiwając głową na tłum, który rzeczywiście ledwie mieścił się w pomieszczeniu.

Florence, Cheo, Alyona > izba przyjęć
Matt, Fairen, Max > bufet

Kolejka dowolna i nie musicie czekać na MG. Możecie napisać po kilka postów, nie wybiegając przy tym jednak za bardzo w przód czasowo. Następny post MG na pewno pojawi się w najbliższym czasie.[/b][/b]
Powrót do góry Go down
Kitty Pie
Kitty Pie
Kitty Pie

Wiek : 17
Wzrost | Waga : 154cm | 50kg
Punkty doświadczenia : 0
Stan postaci : Poparzenia od popiołu na klatce piersiowej, dłoniach i udach.
Stan psychiczny: zły.

Recepcja Empty
PisanieTemat: Re: Recepcja   Recepcja EmptyNie Sie 25, 2019 11:47 pm

Kitty już nawet odkręciła zakętkę. Zmarszczyła brwi. Znajomy zapach. Alkohol podrażnił jej nozdrza, a ona odsunęła od siebie buteleczkę, aby nie musieć tego wdychać. Wtem ktoś złapał ją za rękę, a ona ze zdziwieniem uniosła wzrok. Jej oczy przypominały oczy sarny chwilę przed tym jak ktoś uderza w nią samochodem.
- Nie, nie, nie. To nie tak! Trzeba zdezynfekować ranę! - wyjaśniła pospiesznie kręcąc przy tym głową. Kilka kosmyków rudych włosów zakryło jej twarz. A na dźwięk kolejnych słów kobiety cała zesztywniała.
- Nigdzie nie pójdziemy. Poradzimy sobie. - bąknęła pod nosem. Bała się, że ktoś będzie próbował ich rozdzielić wtedy, kiedy ona tego nie chciała. Nie ufała kobietom, które interesowały się Sweet’em. Mógłby się zakochać, a później mogła go rzucić. Miłość to cierpienie, przed którym Kitty chciała za wszelką cenę chronić braciszka. Co innego pan doktor, którego przemówienie nawet do niej trafiało (pomimo, że nawet go nie słuchała, po prostu tak sobie wmówiła).
Kolejni ludzie wlewali się do pomieszczenia. Nie potrafiła skupić się na nikim konkretnym, bo cały czas gorączkowo próbowała pomóc braciszkowi i odgonić od niego tę babę, która na pewno miała złe zamiary! Kitty widziała jak patrzy na Sweet’a. JEJ SWEET’A.
Na całe szczęście sobie poszła. To pewnie dlatego, że ktoś wszedł do środka z połamanym dzieckiem i na miejscu pojawił się napakowany doktor. Kitty nie przejęła się tym za bardzo. Wygięła usta w podkowę i skrzyżowała ręce na piersi bardzo uważając, aby ani kropelka dezynfekującej cieczy nie ulała się na posadzkę. Była obrażona. ŚMIERTELNIE OBRAŻONA. Posłuchała jednak rad pakera i odsunęła się na krok. No… Może pół kroku. Starała się nie przeszkadzać, pomimo że treść jej żołądka podniosła się niebezpiecznie do gardła. Oczywiście, że się martwiła, ale starała się nie rozpłakać. W końcu była obrażona (tak bardzo, że z pewnością będzie to wspomniane tutaj jeszcze pare razy). Na rozkaz doktorka, kiwnęła jedynie głową. Nie była głupia. Rozumiała co się do niej mówi i z pewnością zadba o braciszka. Ale najpierw musi się odobrazić, to z pewnością trochę potrwa. Zachowywała się jak nastolatka, która używała standardowych wyrażeń jak “to teraz idź sobie do tej suki”. Odwróciła się na pięcie i wyszukała wzrokiem osoby, którym mogła pomóc, skoro Sweet jej nie potrzebuje. Jej spojrzenie padło na Alexa, który stał gdzieś pod ścianą i pewnie gdyby nie ona to padłby na twarz. Takie sprawiał wrażenie - przynajmniej według Kitty. Krokiem dostawnym, który zwykła nazywać galopem doskoczyła do niego i stanęła naprzeciw. Musiała unieść głowę, aby móc spojrzeć na jego umazaną krwią twarz.
- Pomogę ci. - zakomunikowała wylewając trochę wódki na rękę i przykładając ją niespodziewanie do rany Alexa. Strużki alkoholu szczypały niemiłosiernie, a ciecz spłynęła wraz z krwią wzdłuż jego twarzy wlewając się do oczu. Kitty w ogóle jakby nic sobie z tego nie robiła. Z ręką przyklejoną do jego czoła, szczerzyła się jakby brakowało jej piątej klepki, albo miała o jeden chromosom za dużo.
Powrót do góry Go down
http://ashtown.forumpolish.com/t60-kitty-pie#76http://brak.pl
Alex Smith
Alex Smith
Alex Smith

Wiek : 27
Wzrost | Waga : 182|80
Punkty doświadczenia : 0
Stan postaci : Delikatne oparzenia od popiołu na twarzy i dłoniach; opuchnięta twarz; zadrapania tu i ówdzie

Recepcja Empty
PisanieTemat: Re: Recepcja   Recepcja EmptyPon Sie 26, 2019 12:16 am

Fajka pozwoliła mu odetchnąć świeżym powietrzem i w miarę się przewietrzyć, co nieco go otrzeźwiło. Nawet ładna pogoda się zrobiła, śnieg zaczął prószyć…
- Co ku*wa? – spytał sam siebie nieco przepitym głosem. Spoko, wiele już widział w swoim dwudziestokilkuletnim życiu, no prócz tych lat spędzonych za kratkami, ale śniegu w sierpniu to jeszcze nie.
Gdy już siedział w recepcji, przyjrzał się dziwnym płatkom na jego dłoni, które były dziwne, bardzo dziwne. Jakieś takie szare, ciepłe i się nie topiły, albo był na tyle pijany, że umysł płatał mu figle, albo to nie był śnieg. W sumie chwilowo miał na to wywalone, ważne, że nikt mu chwilowo nie przeszkadzał. Dopóki nie zjawiła się jakaś wariatka z butelką wódki, którą to zamiast wlać mu do gardła zaczęła lać mu na czoło. Alkohol dostał mu się do oczu, które momentalnie zaczęły płonąć, a wzrok rozmazywać się coraz bardziej.
- KU*WA! MOJE OCZY! – krzyknął, a po chwili jeszcze bardziej, gdy poczuł jak zaczyna go piec skóra na czole i dłoniach, gdzie chwilę wcześniej spadły dziwne płatki śniegu.
- ZOSTAW MNIE! – próbował się odsunąć od piekielnego medyka, co prawda miał ochotę zastrzelić teraz Kitty, niestety olbrzymi ból sprawiał, że nie mógł sięgnąć po schowany pistolet. Chociaż i tak w obecnym stanie skończyłoby się to bardzo tragicznie, albo co gorsza straciłby broń.
Powrót do góry Go down
http://ashtown.forumpolish.com/t109-alex-smithhttp://ashtown.forumpolish.com/t129-pozdrowienia-do-wiezenia
Sweet Pie
Sweet Pie
Sweet Pie

Wiek : 23
Wzrost | Waga : 192cm | 75kg
Punkty doświadczenia : 0
Stan postaci : hmm... zły. Bardzo liczne poparzenia "śnieżnym" popiołem.
NIEPRZYTOMNY PRZEZ NAJBLIŻSZY DZIEŃ FABULARNY

Recepcja Empty
PisanieTemat: Re: Recepcja   Recepcja EmptyPon Sie 26, 2019 1:59 am

Nie odpowiedział Adamowi, przeszył go tylko spojrzeniem i zagryzł język, aby nie powiedzieć czegoś, czego nie powinien. Nie znał tu nikogo, oprócz Kitty rzecz jasna. Każdy mógł być zagrożeniem, wśród tych wszystkich ludzi mogły kryć się stwory, których teraz przez panujące zamieszanie, mógł nie być w stanie rozpoznać. Musiał trzymać się na baczności. Wszędzie czyhało niebezpieczeństwo. Każdy w tym pomieszczeniu może być po ciemnej stronie mocy!
- Wiem Kitty, ja też nie chcę tu być… – szepnął rudowłosej do ucha i docisnął mocniej jej delikatne ciało do swojego. Czując jej obecność oraz bijące od niej ciepło, uspokoił się trochę. Galop nieskładnych myśli i traumatycznych wspomnień wyhamował odrobinę. Tym samym pozwalając blondynowi na nieco dokładniejszą analizę bieżącej sytuacji, która niestety nie miała prawa dojść do skutku. Kitty zaczęła się wiercić, psując jego idyllę.
- To nic takiego. – odparł, krzywiąc obolałą twarz atakowaną przez „młodą pielęgniarkę”. – Mogłabyś delikatniej? – syknął ponownie, mrugając próbował uniknąć zderzenia palców dziewczyny z własnymi oczami. Próżny był efekt, jego gałki oczne zostały zmolestowane, a dodatkowo nasiliły się zawroty głowy. Kochał siostrę i to ponad własne życie, ponad cokolwiek… mógłby dla niej w ogień wskoczyć, mógłby zginąć próbując ją ratować… lecz w chwili, gdy to on potrzebował pomocy, cóż… rozwiązania Kitty często okazywały się zbyt niekonwencjonalne. Nie zamierzał jednak przebijać tej bańki mydlanej, która ją otaczała.
- Zaraz zakleimy, spokojnie. To naprawdę nic takiego… – urwał i natychmiast spiorunował ją spojrzeniem – Skąd ty to wytrzasnęłaś? – syknął i wyciągnął rękę po butelkę. W zasadzie, to chętnie by się teraz napił… Ta mała złośnica z pewnością podwędziła mu trunek z lodówki, a po spojrzeniu Sweet’a mogła jasno odczytać, że z pewnością czeka ją kara za zabieranie nieswoich rzeczy.
Nim zdołał go dosięgnąć, pojawiła się inna kobieta, która prawdopodobnie źle odczytała intencje Kitty. Chociaż z drugiej strony Sweet sam nie był do końca pewien, co ona chciała zrobić z tym alkoholem, ani która z możliwych opcji jest gorsza: napić się, przemyć mu rany? Wolał chyba nie myśleć…
Skinął głową w odpowiedzi na przekierowanie na izbę i obserwował, jak kobieta kieruje swe kroki gdzie indziej, pomóc komuś innemu. Przecież Sweet wcale nie potrzebował pomocy! Poradzi sobie ze wszystkim sam! Zajmie się Kitty i zaraz wrócą do swojego motelowego pokoju, gdzie będą mogli być sami we dwójkę i gdzie będzie miał pewność, że nic jej nie grozi! Ponownie uruchomił się mechanizm zębatkowy nakręcający jego paranoje i problemy psychiczne…
Cóż… chyba się mylił… Krótkie mrugnięcie wystarczyło, aby przed nimi wyrósł ten przypakowany doktorek, z którym wcześniej stoczył mini bitwę na spojrzenia.
- Nic mi nie jest. - odrzekł ponownie, stanowczo lecz tak aby nie zwracać na siebie zbytniej uwagi innych. Nie było takiej opcji, że puściłby dłoń Kitty, nie po tym co się wydarzyło kilkanaście minut temu. Nie mógłby… lecz ona zrobiła to za niego, bez słowa. W dodatku odsunęła się… i to dlaczego?! Dlatego, że jakiś randomowy koleś jej kazał?! JAK ONA MOGŁA?! Oziębłe serduszko Sweet’a pękło w ułamku sekundy. W głębi duszy, w tym momencie miał ogromną ochotę rzucić się Jenkinsowi do gardła. Jak on mógł próbować rozdzielić go z siostrzyczką?! Lecz to reakcja rudowłosej wprowadziła go w taki stan osłupienia, że przez pierwsze chwile badania był potulny jak baranek.
Pod naporem ciężkiej dłoni Adama, został zmuszony do posadzenia swoich szanownych, obolałych czterech liter. Gwałtowny ruch przyprawił go tylko o dodatkowy ból w klatce. To nie tak, że się nim przejął. Nie był on szczególnie dotkliwy, wywoływał raczej uczucie dyskomfortu, które wybudziło go z poprzedniego letargu. Bez słowa sprzeciwu pozwolił oczyścić rany i ponaklejać opatrunki. Na informację o szyciu i tomografii również tylko mruknął coś niezrozumiale.
I gdy wyciągał drżącą rękę w kierunku Kitty, ten kazał mu się rozbierać? Hę? Niepewnie, bo niepewnie, lecz wykonał polecenie, podniósł koszulkę. Chociaż na jego twarzy malowała się coraz większa złość na mężczyznę, który znów zwracał się bezpośrednio do jego małoletniej siostry (nieistotne, że mówił o nim). Jednak chęć mordu uleciała z niego w chwili, gdy Jenkins zaczął badać jego żebra. Silny ból momentalnie przebiegł po całym ciele, przez krótką chwilkę nie pozwalając chłopakowi nabrać powietrza. Ostatecznie wypluty z agresywnych zapędów, wykonał polecenia lekarza i ułatwił mu wykonanie dalszych działań, po których faktycznie poczuł ulgę. Może dzięki temu nawet go trochę polubi?
- KITTY! - zawołał spanikowany, gdy tylko Adam się od niego oddalił. Nie wierzył, że znów spuścił ją z oczu. Minęła chwila nim odnalazł ją spojrzeniem, a kolejna zanim zczołgał się z krzesła i niemalże frunąc, doskoczył do niej – co było trudne zważywszy na złamane żebro i na świeżo tworzące się strupy na kolanach.
- Kitty! - powtórzył, lecz w tym momencie było już za późno. - Co ty tutaj ro… – wysokoprocentowy trunek wylądował na twarzy boguduchawinnego człowieka. I gdyby w tym momencie, nie zacząłby się on wydzierać na biedną, chcącą tylko pomóc, Kitty, to pewnie Sweet zachowałby się zupełnie inaczej.
Twarz Pie’a nagle przybrała dziwnego odcieniu, oczy przekrwiły się złowieszczo, a on zaciskając ze złości zęby pchnął Alexa na ścianę.
- Zostaw ją w spokoju! Chciała tylko pomóc! - wydarł się. Nie wiedział, że Smith ma teraz gorszy problem niż alkohol w oczach. Czuł tylko niepohamowaną chęć przyłożenia mu za to co zrobił jego niewinnej siostrzyczce. A niech tylko uroni przez niego chociaż jedną łzę…

_________________
If You're Looking For Your Knife...I Think My Back Found It.
Powrót do góry Go down
http://ashtown.forumpolish.com/t82-sweet-pie#115http://ashtown.forumpolish.com/t95-notatnik-sweet-a#148
Lea Black
Lea Black
Lea Black

Wiek : 29
Wzrost | Waga : 172 | 68
Punkty doświadczenia : 0
Stan postaci : Stan fizyczny: okej
Stan psychiczny: jest przerażona

Recepcja Empty
PisanieTemat: Re: Recepcja   Recepcja EmptyPon Sie 26, 2019 9:42 am

Ludzi zaczęło przybywać z każdą kolejną chwilą. W recepcji zaczęło się robić coraz ciaśniej, a nikomu się nawet nie śniło, by przenieść się do dwóch wyznaczonych przez lekarza pomieszczeń. Black rozumiała, że głównie kierowała nimi panika, więc sama starała się jej nie poddać.
Uśmiechnęła się do młodziutkiej blondyneczki, z uroczą buźką, gdy ta wyraziła chęć pomocy. Lea szybkim wzrokiem obleciała pomieszczenie, by wynaleźć jakieś drobne przypadki, jak stłuczenia, czy lekkie skaleczenia, które wystarczy tylko przemyć. Gdzieś wzrokiem wyłapała doktora Jenkinsa, pomagającego poszkodowanym, oraz doktor Mikhelson, która była u nich od niedawna, ale w tym przypadku liczyło się, że jest tak wiele doświadczonych rąk do pomocy.
Nim Lea zdążyła wskazać blondynce chłopca, siedzącego pod recepcją, już ktoś planował ją odciągnąć.
- Nie ma takiej opcji - zwróciła się do mężczyzny, który stał obok blondynki. - W tej chwili przyda się każda para rąk, nawet do takich powierzchownych ran - spiorunowała go wzrokiem.
Tuż koło Black, przeszła kobieta z dzieckiem na ręku. Kolejne dziecko... Lea jakoś tak dziwnie miękła, gdy działa się krzywda dzieciom, więc poprosiła stojącą obok dziewczynę, by zajęła się chłopcem.
- Wystarczy przekleić plasterek i powiedzieć, że jest najdzielniejszym mężczyzną na świecie - puściła oczko do Fairen. - Później faktycznie będzie lepiej, jak pójdziecie do bufetu, tu się zaczyna robić zbyt ciasno - uśmiechnęła się i oddaliła w stronę recepcji, gdzie siedziało kolejne dziecko. Wzięła zza lady przyniesione przez kogoś wcześniej opatrunki, wodę utlenioną i kilka plasterków, a także gazę do przemywania powierzchownych ranek. Opatrzyła chłopcu stłuczony łokieć i przekazała go jednej z kobiet, by zaprowadziła go do bufetu, podczas gdy sama odsunęła się odrobinę w głąb pomieszczenia. Zajrzała do torebki, wyciągnęła telefon komórkowy i spojrzała na zegarek, dopiero teraz odkryła, że zasięg szlag trafił. Skoro nie ma zasięgu, nie ma wezwania pomocy, skoro nie ma wezwania pomocy, nie ma samej pomocy. Czy to znaczy, że zginą?
Wrzuciła telefon z powrotem do torby, potrząsając przy tym głową. Chciała jak najdalej odpędzić od siebie te czarne myśli i skupić się na tym, co tu i teraz, choć to wcale nie był pocieszający obrazek.
Gdzieś spod ściany usłyszała przerażający wrzask, z całym osprzętem, który ledwo mieścił się jej w dłoni, jak żołnierz na rozkaz odwróciła się. Gdy zobaczyła rudowłosą odruchowo przewróciła oczami. Lekko podbiegając, znalazła się przy nich i naprawdę nie wierzyła w to, co widzi. Mężczyzna, chłopak, zbliżony wiekiem do samej Black, z zakrwawioną twarzą i ona, z butelką wódki w zakrwawionej dłoni. Gdyby mogła, oparłaby się o ścianę i zjechała po niej z bezsilności. Spojrzała na chłopaka, z którym wcześniej stała rudowłosa.
- Dość! - warknęła, gdy ten pchnął drugiego mężczyznę na ścianę. Stanęła między nimi i wyciągnęła dłonie, odgradzając ich od siebie. Liczyła się z tym, że mogła dostać przypadkiem po pysku, ale w tej chwili nie to było najważniejsze, prawda? - Jeśli za chwilę się nie uspokoicie, zamknę was w izolatce - powiedziała, lekko podniesionym głosem i piorunując ich wzrokiem. - A ty młoda damo, zanim wyrządzisz więcej szkód, usiądź i się uspokój - jej ton nie był na tyle ostry, co bardziej zmartwiony.
- Idźcie usiąść i pozwólcie nam pracować - westchnęła, zwracając się do Sweet'a, a sama odwróciła się do Alexa.
Szybko przeleciała wzrokiem po jego twarzy. Przez tę całą maskę z krwi i wódki nie była w stanie go rozpoznać. Wzięła gazę i delikatnie przyłożyła do twarzy chłopaka, przecierając ją tak, by, jak najsprawniej ominąć poranione miejsca. Jej wzrok przeniósł się na jego ręce, wytatuowane i... co to u diaska jest? - powiedziała w swojej głowie, przyglądając się rankom na przedramionach. Nie wyglądało to na rany powstałe wskutek upadku, zacięcia, ale bardziej jakby...
- Poparzyłeś się czymś? - zapytała, nie podnosząc głowy i przyglądając się niezidentyfikowanym rankom. Lea nie wiedziała, że powstały one wskutek padającego na zewnątrz "śniegu", więc nie miała pojęcia, z czym tak naprawdę ma do czynienia. Nie była świadoma również tego, że pomaga właśnie osobie, która kiedyś była bliska jej sercu.
Powrót do góry Go down
http://ashtown.forumpolish.com/t117-lea-blackhttp://ashtown.forumpolish.com/t122-drogi-notatniczku#270
Charlotte Winston
Charlotte Winston
Charlotte Winston
Admin

Wiek : 27
Wzrost | Waga : 170 | 62
Punkty doświadczenia : 2
Stan postaci : Wycieńczona. Dręczy ją uporczywy, bolesny kaszel.

Recepcja Empty
PisanieTemat: Re: Recepcja   Recepcja EmptyPon Sie 26, 2019 10:15 am

Charlotte była wdzięczna Karen za przybycie. Nie tylko za przyniesienie opatrunków, również za zdecydowane wskazanie jej zadań. Kiedy kobieta wskazała jej wejście, białowłosa wstała, przerzuciła szybko torbę przez ramię i dała się zaciągnąć w stronę Alexa, zgodnie z poleceniem pielęgniarki. Zanim zdołały zabrać się za opatrzenie ran chłopaka, jak to miały w planie, niespodziewanie wyrosła przed nimi młoda rudowłosa dziewczyna. Która... Właściwie co tu robiła?
Wszystko potem potoczyło się bardzo szybko. Tatuatorka nie widziała dokładnie co dziewczę robi, ale usłyszała za to bardzo wyraźnie krzyki i bluzgi mężczyzny, którego twarzy tamta dotknęła. A zaraz później pojawił się tamten chłopak, na którego już wcześniej zwróciła uwagę. I, co gorsza, planował wszcząć bójkę. "Do jasnego czorta..." zaklęła w myślach. Nie zamierzała na to po prostu patrzeć. Zdecydowanym ruchem złapała Sweeta za ramię i otworzyła usta, żeby coś powiedzieć...
I zaraz pojawiła się Lea. Szczerze mówiąc, Charlotte była już bardzo zdezorientowana całą, zaistniałą sytuacją. Przyglądała się i przysłuchiwała nowo przybyłej. Kiedy już panienka Black zaczęła zajmować się Alexem, Charlotte ciągle jeszcze trzymając Sweeta za ramię spojrzała na niego i siląc się na uprzejmy, łagodny ton, dodała:
- Jest ciężko ranny, musimy się nim zająć. Doktor Jenkins już Cię opatrzył, daj nam pomóc też innym.
Po czym zwolniła uścisk i poklepała go delikatnie po plecach. Oczywiście nie miała pojęcia, czy faktycznie jest ciężko ranny czy tylko powierzchownie. Ale tego rodzeństwo Pie wiedzieć nie musiało. Zaraz potem skierowała się w stronę Alexa i zajmującej się nim Lei. Na razie postanowiła nie dokładać kolejnych rąk do biednej, niewątpliwie zmaltretowanej twarzy palacza. Przyjrzała się śladom po dziwnym popiele. Jej gardło ścisnęło się nieprzyjemnie.
- Prawdopodobnie to rodzaj oparów, albo jakichś osadów... - powiedziała trochę do siebie, trochę do pozostałej dwójki. Postanowiła zmusić się do wyjrzenia przez okno. Faktycznie, coś spadało niespiesznie i osiadało na wszystkim dookoła. Nie mogła dokładnie dostrzec co to takiego. Wróciła do Black. - Ale najwyraźniej w kontakcie ze skórą jest żrące.
Nie był to do końca wniosek, bardziej stanowcze przypuszczenie. Czerwieniejąca z każdą chwilą skóra niejako je potwierdzała.

_________________
Recepcja Tumblr_o4nm7zmceL1thzj8uo1_400


"I push you to the darkness just to pull you to the light
Cause I can take away your breath or I can bring you back to life."
Powrót do góry Go down
http://ashtown.forumpolish.com/t84-charlotte-winstonhttp://ashtown.forumpolish.com/t98-chaotyczne-zapiski-charlotte-winston#153
Kitty Pie
Kitty Pie
Kitty Pie

Wiek : 17
Wzrost | Waga : 154cm | 50kg
Punkty doświadczenia : 0
Stan postaci : Poparzenia od popiołu na klatce piersiowej, dłoniach i udach.
Stan psychiczny: zły.

Recepcja Empty
PisanieTemat: Re: Recepcja   Recepcja EmptyPon Sie 26, 2019 12:31 pm

Kitty nigdy nie przeszło przez myśl, aby skrzywdzić jakąkolwiek żywą istotę. Chciała przecież tylko pomóc! Dlatego też odskoczyła od chłopaka, który wciąż zaciskał mocno oczy. Szybko zakręciła butelkę z wódką i schowała ją za siebie, jakby chciała udawać, ze to co miało tutaj miejsce wcale nie było jej winą.
Przez myśl przemknęło jej tylko, że ten chłopak to jakiś straszny panikarz, który nie potrafi wytrzymać najmniejszego bólu. Przecież to nic takiego, prawda?
- Zaraz wszystko będzie dobrze! - zapewniła go wycierając umazianą rękę w bluzę, którą miała na sobie. Przynajmniej jedno było pewne, rana była zdezynfekowana i gotowa do opatrzenia! Nie miała ze sobą jednak swojego przenośnego zestawu medyka, w którym znajdowała się masa kolorowych plasterków z kotkami i pieskami. On wciąż krzyczał, a Kitty zrobiło się strasznie przykro. Tak przykro, że nawet zapomniała o tym, iż była obrażona na swojego brata i to jego teraz pospiesznie szukała wzrokiem. Gdzie był? No gdzie?!
Jak na życzenie Sweet zjawił się sekundę później, doskakując do nich jak lwica broniąca małych. Nie dokładnie o to jej chodziło. Nie mogli się tutaj teraz przez nią pobić! Nim zdążyła chwycić Sweet'a, ten już doskoczył do nieznajomego jej chłopaka i popchnął go na ścianę. Wtem zjawiła się znowu ta wstrętna podrywaczka! Kitty zacisnęła usta w cienką linię, a jej podbródek i kolana  zaczęły drżeć, jakby zaraz miała dostać ataku epilepsji.
Nie będzie jej rozkazywać, ani oskarżać o coś, czego nie była prowodyrką. Chwyciła nadgarstek brata i pociągnęła go, aby znalazł się w bezpiecznej odległości od tej wariatki i panikarza. Nie chciała tu już być, skoro nie potrafili docenić tego, że martwiła się o nieznajomych jej ludzi i próbowała pomóc. Nieudolna, ale to wciąż pomoc.
- Pójdziemy już. - jej głos był cichy, ledwie słyszalny wśród panującego w pomieszczeniu gwaru. - Przepraszam. - wybąkała jeszcze pod nosem i pociągnęła Sweeta za nadgarstek. Miała cichą nadzieję, że jej posłucha. Kompletnie zignorowała wywody Charlotte na temat opadów i prawdopodobieństwa tego, iż są żrące. Miała teraz ważniejsze sprawy na głowie.
Powrót do góry Go down
http://ashtown.forumpolish.com/t60-kitty-pie#76http://brak.pl
Alex Smith
Alex Smith
Alex Smith

Wiek : 27
Wzrost | Waga : 182|80
Punkty doświadczenia : 0
Stan postaci : Delikatne oparzenia od popiołu na twarzy i dłoniach; opuchnięta twarz; zadrapania tu i ówdzie

Recepcja Empty
PisanieTemat: Re: Recepcja   Recepcja EmptyPon Sie 26, 2019 11:22 pm

Nie miał zielonego pojęcia co się aktualnie dzieje, wszechobecny ból poparzonych dłoni i twarzy, a teraz jeszcze oczu, na tyle go zamroczył, że docierały do niego tylko strzępy informacji. Przynajmniej ta wariatka przestała sprawiać mu kłopoty. No cóż, nie na krótko, bo został właśnie rzucony o ścianę, jakby nie był wystarczająco uszkodzony. Nieco oszołomiony przysiadł sobie, dopóki znów ktoś do niego nie podszedł znów macając jego piekącą twarz. Głosy zdawały się łączyć ze sobą w jeden, więc nie miał bladego pojęcia, że zajmują się nim znane mu kobiety.
Na pytanie pielęgniarki odpowiedział tylko jęknięciem, miał już wszystkiego dość, miał nadzieję, że to wszystko koszmar, który za chwilę się skończy, a on obudzi się w kanciapie na zapleczu warsztatu, w którym pracował.
- Ugh... - dodatkowe atrakcje w połączeniu z wypitym alkoholem sprawiły, że jego żołądek się nieco zbuntował. Początkowo zaczęło go tylko szarpać, po czym bezceremonialnie puścił pawia.
Powrót do góry Go down
http://ashtown.forumpolish.com/t109-alex-smithhttp://ashtown.forumpolish.com/t129-pozdrowienia-do-wiezenia
Adrienne Gottardo
Adrienne Gottardo
Adrienne Gottardo

Wiek : 17
Wzrost | Waga : 169cm / 58kg
Punkty doświadczenia : 0
Stan postaci : Cała i zdrowa

Recepcja Empty
PisanieTemat: Re: Recepcja   Recepcja EmptyWto Sie 27, 2019 12:56 am

Dobrze, że psychopaci nie mają problemu z zachowaniem zimnej krwi i nie panikowaniem nawet w stresujących sytuacjach. A trzesięnie ziemi i powstające dziury w ziemi, w którre wpadali ludzie zdecydowanie chyba można zaliczyć do takich właśnie powodujących stres sytuacji. Trzeba było zrobić wszystko by ani jej ani Nessie nic się nie stało, a w związku z tym Adrienne nie miała najmniejszych nawet zahamowań by nie popychać ludzi, ktory stali im na drodze w kierunku powstających dziur. W takich właśnie momentach liczyło się przetrwanie i tylko bezwzhledni mieli szansę. Sytuacja końca świata była nawet zabawna, Adrienne wiedziała jednak, że musi przypilnowac Nessie bo ta była jeszcze gotowa stać jak wryta i podziwiać widoki aż sama nie wpadła by w jakąś dziurę. A to jest chyba jedyna strata jaką Adrienne odczułąby mocno, wszak były nierozłączne, nawet bardziej niż siostry czy najlepsze przyjaciółki.
Na szczęście udało się dotrzeć do szpitala w jednym kawałku. Spojrzała szybko na Nessie upewniając się, że ta jest cała i zdrowa. Scisnęła nieco jej dłoń i uśmiechnęła się lekko. Skoro są już tutaj razem, to może być bardzo ciekawa sytuacja. Wtedy jednak ktoś kto wyglądał na sanitariusza zabrał głos i zdaje się, że chciał przejąć kontrolę nad tłumem co nie jest łatwy zadaniem. Wtedy dopiero Adrienne oderwała wzrok od Nessie i zobaczyła, że całkiem sporo osób jest rannych. I do tego nikt nie wie co się naprawdę stało i jak długo będą zmuszeni tu być. Spojrzała wtedy na przyjaciółkę i wiedziała, że utrzymywanie pozorów grzecznej, miłej i uczynnej dziewczyny wymaga nieraz poświęceń. Ale może ziszczą się ich największe marzenia właśnie tutaj? Dlatego tez jak grzeczna uczennica podniosła rękę i powiedziała
-Ja z chęcią pomogę rannym. Ty też Nessie prawda? Powiedzcie tylko kim mamy się zająć konkretnie? rzuciła po czym czekały na reakcję, aż ktoś z bardziej doświadczonego personelu medycznego skieruje je tam gdzie trzeba i do kogo trzeba. Co za ekscytujące chwile! Po dłuższej chwili oczekiwania na reakcję od innych osób, skoro nie nadeszłą to Adrienne postanowiła udać się do bufetu może przynosząc jedzenie ofiarom uda się jej zrobić, coś czego ludzie spodziewają się po dobrej i ułożonej dziewczynie

---> Bufet


Ostatnio zmieniony przez Adrienne Gottardo dnia Nie Wrz 01, 2019 11:30 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
http://ashtown.forumpolish.com/t108-adrienne-gottardo
Lea Black
Lea Black
Lea Black

Wiek : 29
Wzrost | Waga : 172 | 68
Punkty doświadczenia : 0
Stan postaci : Stan fizyczny: okej
Stan psychiczny: jest przerażona

Recepcja Empty
PisanieTemat: Re: Recepcja   Recepcja EmptyWto Sie 27, 2019 11:00 am

Pomału miała dość - nie, całej tej sytuacji, a ludzi. Ludzi, którzy swoim zachowaniem głównie przeszkadzali, niż pomagać, ludzi, którzy nie słuchali i nie robili dosłownie nic, by jakoś im tę pracę usprawnić. Westchnęła cichutko, przemywając ostatnią rankę na twarzy, która była dość podobna do tej na przedramionach. Wtedy właśnie usłyszała dziewczynę, która stała obok razem z położną, Karen, z którą miała niejednokrotnie przyjemność współpracować.
- Niemożliwe, żeby to były... - zrobiła krótką pauzę i spojrzała w stronę okna. Nie wiedzieli, z czym mają do czynienia, a to oznaczało, że nie wiedzieli, jak temu zapobiec. Ponownie wróciła wzrokiem do mężczyzny, który nie wyglądał najlepiej, a odór alkoholowy, jaki od niego bił, było chyba czuć w całej recepcji, choć Black wierzyła, że nie tylko ten jeden przypadek jest wstawiony, w końcu był festyn. Właśnie, festyn - ciekawe czy tylko ta nieliczna grupa zdołała się uratować...
- Jest pan na coś uczulony? - zapytała tak, jak uczyli jej na studiach. Mimo że wyglądał jak ostatnia sierota, należało zachować szacunek. Szkoda, że było to jednostronne, bo podczas próby odpowiedzi, dało się usłyszeć jeden wielki bełkot, a dosłownie sekundę później zawartość jego żołądka, wylądowała na butach i spodniach Lea. Na szczęście w porę zdążyła się odsunąć i klapnąć naprzeciwko niego na dupie, nim obełtał jej wszystko, co miała na sobie.
- Póki nie wiemy, co to za oparzenia, najlepiej będzie go zaprowadzić do izolatki. Nie wiemy, z czym mamy do czynienia, wątpię, czy nawet Jenkins będzie wiedział, jak sobie z tym poradzić - powiedziała do Karen i stojącej z nią blondynki. - Podajcie mu jakąś kroplówkę, zróbcie lewatywę, cokolwiek... Karen będzie wiedziała jak, niech otrzeźwieje, zanim zarzyga wszystkich obecnych i koniecznie trzeba będzie założyć opatrunki na te oparzenia - dodała, a sama dźwignęła się w końcu na nogi. Miała głupie wrażenie, że skądś zna tego mężczyznę, ale nie do końca wiedziała, w którym kościele jej dzwoni.
- Ja sama pójdę... - spojrzała na swoje spodnie i aż jej się cofnęło. - Ja się pójdę troszkę oprać - dokończyła, przykładając dłoń do ust, by za moment nie zawtórować pacjentowi.
Poszła do ogólnodostępnej łazienki, gdzie zmuszona była zdjąć spodnie i buty, żeby choć trochę przeprać je pod kranem. Nie miała nic na przebranie, a nie wyobrażała sobie paradować w zarzyganych ubraniach.
Powrót do góry Go down
http://ashtown.forumpolish.com/t117-lea-blackhttp://ashtown.forumpolish.com/t122-drogi-notatniczku#270
Sweet Pie
Sweet Pie
Sweet Pie

Wiek : 23
Wzrost | Waga : 192cm | 75kg
Punkty doświadczenia : 0
Stan postaci : hmm... zły. Bardzo liczne poparzenia "śnieżnym" popiołem.
NIEPRZYTOMNY PRZEZ NAJBLIŻSZY DZIEŃ FABULARNY

Recepcja Empty
PisanieTemat: Re: Recepcja   Recepcja EmptyWto Sie 27, 2019 12:16 pm

Wcale nie zamierzał się uspokajać, co więcej krew buzowała się tym mocniej, im bardziej próbowali go odciągnąć od Alex’a. Szybkim ruchem barku zrzucił dłoń Charlotte ze swego ramienia. Ruchem nieco zbyt szybkim, bo w tym momencie ból złamanego żebra znów pozbawił go na ułamek sekundy tchu. Taka drobna niedogodność wcale nie przeszkodziła mu w dalszej  walce. Poklepany po plecach przez blondynkę, również i ją obdarzył swym szaleńczym spojrzeniem, lecz to nie ona była jego celem. Co prawda odsunął się o krok, gdy Kitty pociągnęła go za nadgarstek, ale dalej gotował się wewnętrznie i czerwonymi ślepiami niemalże mordował chłopaka.
- Nie pójdziemy!- warknął - Nie, dopóki Cię nie przeprosi! - odparł na nieśmiałą odpowiedź Kitty.
Kobiety, które zajęte były opatrywaniem ran Alex’a mogły nie dostrzec tego w jakim amoku właśnie znajdował się Sweet. Zamknięcie go zdawałoby się najlepszą opcją, a nie - lepszą byłby szybki nokaut.
Spirala patologicznych myśli nakręcała go jeszcze bardziej. W głowie obwiniał Alex’a za całe zło tego świata. Stawiając go w galerii pośród najgorszych morderców, gwałcicieli czy zbrodniarzy wojennych. Nieistotne, że pewnie gdy zejdzie mu adrenalina, zapomni o tym wszystkim i z pewnością zostaną z Alexem najlepszymi przyjaciółmi. O ile obaj przeżyją na tyle długo.
Nawet spuścizna chłopaka w postaci dorodnego alkoholowego pawia, nie ostudziła jego zapędów. I zaraz gdy jedna z kobiet wyszła, udostępniając Sweet’owi drogę do aktualnego arcywroga, wyrwał się z uścisku Kitty i ponownie doskoczył do półprzytomnego już chłopaka i zaczął okładać jego twarz pięściami.

Rodzaj kości: k6
Wynik: 5


Ostatnio zmieniony przez Sweet Pie dnia Sro Sie 28, 2019 12:50 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
http://ashtown.forumpolish.com/t82-sweet-pie#115http://ashtown.forumpolish.com/t95-notatnik-sweet-a#148
Lea Black
Lea Black
Lea Black

Wiek : 29
Wzrost | Waga : 172 | 68
Punkty doświadczenia : 0
Stan postaci : Stan fizyczny: okej
Stan psychiczny: jest przerażona

Recepcja Empty
PisanieTemat: Re: Recepcja   Recepcja EmptySro Sie 28, 2019 12:21 am

Samo spieranie rzygowin ze spodni i przecieranie butów papierem, nie zajęło Lea zbyt dużo czasu. Dokładnie mogła stwierdzić, że spędziła w łazience dobre trzy minuty, do pięciu.
Wsunela spodnie ponownie na tylek, krzywiąc się, gdy zgnojona od wody nogawka, dotknęła jej łydki. Ogólnie miała ochotę usiąść na desce do kibla i posiedzieć tak trochę w samotności, ale szmer i ogólny chaos, który dobiegał z korytarzy, był nie do wytrzymania. Sumienie jej nie pozwalało tak po prostu się odciąć.
Wyszła na zewnątrz, a gdy stanęła w wejściu do recepcji, prawie oniemiała, widząc jak chłopak, który wcześniej zaatakował tego niewinnego, poturbowanego mężczyznę, ponownie się nad nim pastwił. Nie myśląc, a wiele, pobiegła do nich i wysmarowała chłopakowi torebką przez plecy, żeby ten odpuścił w końcu, a potem mocno szarpnęła go za ramię i pociągnęła do tyłu.
— Czy ty do reszty zwariowałeś? — zapytała zdyszana, pochylając się nad nimi. — To nie miejsce na takie zachowania! — czuła, jak krew w niej buzuje. Mogła przetrawić wszystko, ale nie, gdy ktoś się tłucze na jej zmianie. Zapewne brzmiała jak stara, zgorzkniała franca, i możliwe, że tak w tej chwili się zachowywała, ale klauzula sumienia zobowiązała. Nie szkodzić - tego chciała się w trzymać.
Usiadła na podłodze i jak cerber pilnowała poszkodowanego chłopaka, zastanawiając się, gdzie ostatnio widziała jakoś wózek inwalidzki, by móc go przewieźć do jakiejś sali i oddać pod opiekę lekarzowi.
Powrót do góry Go down
http://ashtown.forumpolish.com/t117-lea-blackhttp://ashtown.forumpolish.com/t122-drogi-notatniczku#270
Sponsored content

Sponsored content


Recepcja Empty
PisanieTemat: Re: Recepcja   Recepcja Empty

Powrót do góry Go down
 
Recepcja
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Ashtown ::  :: 
Szpital
-
Skocz do: