Sweet Pie
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share
 

 Sweet Pie

Go down 
AutorWiadomość
Sweet Pie
Sweet Pie
Sweet Pie

Wiek : 23
Wzrost | Waga : 192cm | 75kg
Punkty doświadczenia : 0
Stan postaci : hmm... zły. Bardzo liczne poparzenia "śnieżnym" popiołem.
NIEPRZYTOMNY PRZEZ NAJBLIŻSZY DZIEŃ FABULARNY

Sweet Pie Empty
PisanieTemat: Sweet Pie   Sweet Pie EmptyPon Sie 19, 2019 7:45 pm

SWEET PIE
[ COLSON BAKER]






Data urodzenia: 15.12.1995

miejscowy / turysta

Wzrost | Waga: 192cm | 75kg

Zawód: złota rączka, mechanik, czasem pracownik całodobowej kawiarni

Grupa: Brookhaven Hospital



Introdukcja podmiotu.

za długie, większość informacji nieistotna, nie polecam czytać.
Spoiler:
 

Rewizji dokonano.

Sweet brał udział w meczu baseballowym w związku z tym miał ze sobą torbę sportową, a w niej: przepocony ręcznik oraz strój sportowy (siwe krótkie spodenki i czarny drużynowy t-shirt z dużą cyfrą „07” z przodu oraz napisem "SWEET" na plecach). Sprzęt do baseballu: kij, rękawiczki, piłkę, kask oraz buty. Duża butelka wody (wypełniona do połowy), dwa batoniki proteinowe.
W czasie festiwalu miał na sobie: to (czarna bokserka, szara bluza z dwukolorowym kapturem, jeansowa kurtka, czarne, wąskie spodnie z ozdobnymi suwakami na udach, przetarte na kolanach, białe sportowe buty)
Zawartość kieszeni: portfel z kilkoma dolarami, dokumentami i jakimiś kartami zniżkowymi, klucz do pokoju w motelu w Bittersprings, telefon komórkowy, paczkę czerwonych Malboro i zapalniczkę.

Do kartoteki załączona została również relacja z ostatnich dni.

Festyn, jak festyn. Atrakcje same w sobie nie robiły na Sweetcie większego wrażenia i pewnie gdyby nie mecz, to w ogóle nie wspomniałby Kitty o tejże imprezie. Jednak w chwili gdy podczas kolacji, tylko przypadkowo wymsknęło mu się hasło „wata cukrowa”, wiedział, że choćby się waliło i paliło to i tak pojadą jutro do tego nieszczęsnego miasteczka. Sweet nie przepadał zbytnio za Ashtown, kojarzyło mu się głównie z ośrodkiem, w którym jak dotąd wylądował zaledwie dwa razy. Urgh… psychiatryk nie jest miejscem do zbierania radosnych wspomnień. Cóż mógł poradzić… rudowłosa z pewnością nie odpuściłaby nawet gdyby symulował powolne umieranie w męczarniach. Z drugiej jednak strony, nie potrafiłby jej odmówić, a raczej odmówić sobie ujrzenia radosnego uśmiechu na jej twarzy.
Z tą myślą zasnął, w duchu licząc, że może jednak Kitty zapomni o całej tej rozmowie. Nie mógł się bardziej pomylić… Skoro świt, zdecydowanie zbyt wcześnie by w ogóle myśleć o wstawaniu, zbudził go łomot uderzających o ziemię przedmiotów. Niespodziewany, oznaczający potencjalne niebezpieczeństwo, huk sprawił, iż chłopak w ułamku sekundy zerwał się na równe nogi, łapiąc za kij baseballowy, który dla bezpieczeństwa zawsze znajdował się oparty o szafkę nocną. I chociaż oczy wciąż miał zamknięte, to ciało przygotowane było do obrony przed potworem spod łóżka. Stojąc tak w bezruchu, chyba zasnął ponownie… Gdyby faktycznie byłaby to sytuacja zagrażająca życiu, to prawdopodobnie byłoby po nim. Ze stagnacji wywołał go dziecięcy głosik, na co odpowiedział niemym mlaśnięciem, otworzył jedno oko, zerkną na rudą, potem w sufit, a następnie z impetem opadł na łóżko.
- Czyli jednak jedziemy? – udał, że pyta od niechcenia, a może faktycznie mu się nie chciało? Cóż… Co prawda do tego meczu Bittersi przygotowywali się od kilku tygodni, mimo iż był to tylko amatorski mecz towarzyski. Nie miejcie mu za złe, że rozważał wystawienie drużyny do wiatru, ale cóż… Ashtown… Z drugiej jednak strony, miło byłoby ponownie utrzeć nosa tamtejszym graczom.

No cóż… jednak się nie udało, ale liczy się zabawa, nie? No nie do końca. Sweet był wściekły na spóźnialskich i  wcale nie chciał mieć w swojej drużynie otyłych turystów, których umiejętności sportowe kończą się na włączeniu meczu w telewizji. Ukrył swe urażone uczucia gdzieś głęboko pod warstwą sarkazmu i dał z siebie wszystko. Humor poprawił mu się dopiero, gdy ujrzał Kitty próbującą złapać prosiaka hasającego po boisku. Dla tego widoku jednak warto było się upokorzyć przegraną. Po krótkiej przerwie czekał go maraton. Oczywiście musieli obejść wszystkie możliwe atrakcje, karuzele i stoiska, a te na których sprzedawano watę cukrową nawet kilkukrotnie.
W końcu skończyli w sekcji z fantami do wygrania. O tak! To tam Sweet czuł się w tym momencie najlepiej. Bo jakimże wyczynem było dla niego trafić piłką w plastikową wieżę z kubeczków? No jasne, że nie stanowiło to nawet najmniejszej trudności. Najpierw wygrał dla siostry pluszka kota z tą dziwnie wielką głową. Potem jakieś dziwne pudełko, by następnie znów zwyciężyć wybierając dużego włochatego miśka i w chwili, gdy niezadowolony sprzedawca już miał go „uprzejmie” wypraszać coś dziwnego zaczęło się unosić w powietrzu. Delikatne drżenie podłoża sprawiło, iż atmosfera wyraźnie zgęstniała. Ten, kto naoglądał się filmów katastroficznych, wiedział, że to nigdy nie zwiastuje nic dobrego. Nim jednak ktokolwiek zdążył zareagować na wibracje, przeszła potężna fala sejsmiczna, a następnie rozległ się huk. Ziemia zaczęła się rozstępować, a jedyne na czym próbował skupić swój nadgryziony przez szczury móżdżek, to ”Gdzie się podziała Kitty?!” Nie interesowało go nic innego… ani krzyki ludzi, ani pojawiające się co raz głębsze szczeliny, ani nawet para, która w pewnym momencie wybuchła milimetry od jego twarzy. Z torbą przewieszoną przez głowę, trzymając tego białego, pluszowego kota z kokardką powoli sunął do przodu, przeciskając się przez chaotycznie uciekających ludzi. Nerwowo kręcąc się wokół własnej osi i wykrzykując na cały głos jej imię, które milkło w tłumie.  
Dlaczego?! Dlaczego spuścił ją z oczu na chociażby na sekundę?!
- To twoja wina! – usłyszał w swej głowie, próbując utrzymać się pod naciskiem taranującej hordy, padł jednak na kolana, raniąc je przy tym dotkliwie. Kilka kolejnych kopniaków i czuł jak powoli braknie mu powietrza, lecz wiedział, że nie może dać się stratować. Nie, gdy ona stała gdzieś tam… sama… I wtedy poczuł jak jej przeraźliwy szloch przeszywa jego serce na wskroś. Dzieliło ich kilka kroków! Podniósł się. Udało mu się wybić z przerzedzającej się grupy, czuł jak ciepła, szkarłatna ciesz spływa mu po łydkach i twarzy. W tamtej jednak chwili nie czuł bólu. Z rozbiegu złapał rudowłosą. Biegł ile sił w nogach, by jak najszybciej opuścić strefę zagrożenia. Tylko, czy ona miała gdzieś swoje granice? Zdyszany musiał się zatrzymać, gdy tylko odsunęli się od krawędzi krańca Ziemi. Kręciło mu się w głowie i usilnie próbował nabrać powietrza do płuc.
- Jesteś cała? – spytał, odstawiając Kitty na jeszcze stały grunt, wciskając jej brudnego pluszaka w dłonie. Jednocześnie ręką przetarł krew, która ograniczała jego pole widzenia. Potrzebował chwili by zebrać myśli, by zacząć działać, by ogarnąć co się w ogóle wydarzyło… wrzaski paniki, pisk wydobywający się z uszkodzonego systemu nagłośnienia i to uczucie jakby asfalt pod ich stopami się gotował – nic z tych rzeczy nie ułatwiało zadania.
To Kitty wskazała palcem jakiegoś przypakowanego faceta w stroju ratownika medycznego. Stał na jakimś kawałku gruzu i wymachując rękami wykrzykiwał coś, czego w zasadzie Sweet nie zrozumiał. Zdawało się jednak, że chce pomóc…? Świat się wali, ziemia trzęsie, a tu ktoś okazuje się nie być skończonym egoistą?! Dziewczyna pociągnęła go nim zdążył cokolwiek powiedzieć. Ruszyli za nim, wraz z grupą innych ludzi. W tamtej chwili blondyn miał nawet wrażenie, że cały ten kataklizm jakby ucichł… Czyżby cisza przed burzą? A może to dlatego, że resztkami sił trzymał się kurczowo swej świadomości?  W drodze dowiedział się, że ten mężczyzna to Adam Jenkins, a kierunek ich amatorskiej ewakuacji to szpital. Szpital to chyba dobre miejsce, nie?



Ostatnio zmieniony przez Sweet Pie dnia Sob Sie 24, 2019 1:37 am, w całości zmieniany 10 razy
Powrót do góry Go down
http://ashtown.forumpolish.com/t82-sweet-pie#115http://ashtown.forumpolish.com/t95-notatnik-sweet-a#148
Jo Maxwell
Jo Maxwell
Jo Maxwell

Wiek : 20
Wzrost | Waga : 160 cm/ 62 kg
Punkty doświadczenia : 2
Stan postaci : Przerażona i zagubiona mała myszka, która chce uciec i schować się do swojej norki, do której nie ma dostępu.

Sweet Pie Empty
PisanieTemat: Re: Sweet Pie   Sweet Pie EmptySob Sie 24, 2019 11:58 am

AKCEPTACJA



O, witaj!
Możesz do nas dołączyć, Twoja kartoteka i wszystko wygląda na godne zaufania... Hm, niech będzie. Pamiętaj o założeniu informatora, dobrze? Inwigilacja musi być, a co. Pamiętaj, że jeśli nie masz osoby do rozpoczęcia rozgrywki, także możesz taką znaleźć w specjalnym temacie!
Cieszę się, że Twój wybór padł na Brookhaven Hospital! Twój pierwszy post powinien znaleźć się w tym temacie! Należy przeczytać pierwszy post Mistrza Gry i do niego się odnieść. Nie musisz jednak pozostawać w temacie, wystarczy że napiszesz jeden post i już możesz zmienić lokacje! Możesz korzystać z retrospekcji bez limitu, także śmiało, baw się dobrze!
Do zobaczenia na fabule!


_________________
Jo Maxwell



Never know who you can trust,
how far is hate from love

Powrót do góry Go down
http://ashtown.forumpolish.com/t83-jo-maxwellhttp://ashtown.forumpolish.com/t87-notatki-jo#123
 
Sweet Pie
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Ashtown ::  :: Karty Postaci :: 
Zaakceptowane
-
Skocz do: