Matthew Levy
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share
 

 Matthew Levy

Go down 
AutorWiadomość
Matthew Levy
Matthew Levy
Matthew Levy

Wiek : 25
Wzrost | Waga : 192 | 85
Punkty doświadczenia : 0
Stan postaci : Niezdrowo podekscytowany chaosem.

Matthew Levy Empty
PisanieTemat: Matthew Levy   Matthew Levy EmptyNie Sie 25, 2019 3:39 pm

Matthew Levy
   [Bill Skarsgard]



   

   

   Data urodzenia: 24 IV 1994

   miejscowy / turysta

   Wzrost | Waga: 192 cm | 85 kg

   Zawód: straight outta jail

   Grupa: Brookhaven Hospital
   


   
Introdukcja podmiotu.

   
Matt zrobi oszałamiającą karierę. Każda uczelnia będzie się o niego biła. Jest świetnym pałkarzem. Hej, Tom, jak to jest mieć takiego idealnego syna? Jego przyszła żona to szczęściara. Myślisz, że zaprosi mnie na bal absolwentów? Hej Matt, pamiętasz o imprezie u Johna? Musisz tam być!
Każdy chciałby być Mattem
. Każdy, poza samym Mattem.
Odkąd pamiętał, nie miał najlepszych relacji z ojcem, właścicielem sieci sklepów metalurgicznych. Tom Levy wymagał dużo od wszystkich, zwłaszcza od swojego jedynaka. Uwielbiał kontrolę; każdy odstający gwóźdź należało wbić, a nieco wyższe od innych źdźbło trawy na ich wypielęgnowanym trawniku - uciąć. Nie tolerował nieposłuszeństwa, lenistwa, bałaganu, niedbalstwa, odzywania się, gdy nikt nie pytał, ale przede wszystkim nienawidził samodzielnego myślenia. To tępił z wyjątkową pasją; równą tej, z jaką oddawał się porządkom. Matt wciąż pamiętał równo ułożone książki na półkach, płyty posegregowane alfabetycznie, firmowe faktury na perfekcyjnych stosikach. Jako dziecko wszystkie te drobiazgi pozostawały poza obszarem jego zrozumienia; wiedział jednak, że porządek musi zostać zachowany, w przeciwnym wypadku czekał go tylko chaos i zepsucie, utrata kontroli nad czymś tak podstawowym, jak własne otoczenie. Jakież piekło rozpętało się, gdy ojciec zastał rozrzucone w jego pokoju ubrania. Oberwał wtedy pasem; raz, ostatni. To się już nigdy nie powtórzy, tato.
Jego matka była słaba. Nie, Matt tak nie sądził, ale słyszał to od ojca tyle razy, że w końcu w to uwierzył. Tak wrażliwa, tak krucha... Nigdy nie była im równa. Należało się nią opiekować, traktować z pobłażliwością i pilnować; któż bowiem wiedział, co roiło się w jej głowie? W domu Levych nikt przecież ze sobą nie rozmawiał, nie było takiej potrzeby. Siedzieli przy wykwintnej kolacji z uśmiechami przyklejonymi do twarzy, nie zapominając o zmówieniu modlitwy; jak było w szkole, Matt? Jak zwykle doskonale, tato.
To nie wystarczy. Musisz być najlepszy.
Był lubiany. Przynajmniej w niektórych kręgach. Miał świetne oceny, a tam, gdzie intelekt i bystrość niedomagały, podciągał się urokiem osobistym. Sukcesy odnosił przede wszystkim w sporcie. Był świetnie zapowiadającym się graczem baseballa; wszyscy nauczyciele wróżyli mu świetlaną przyszłość i nikt nie chciał psuć jego średniej, by mógł bez przeszkód dostać  stypendium sportowe i studiować na jednej z lepszych uczelni. Ktoś taki jak on musi się stąd wyrwać. Ciężko stwierdzić, czy to ze względu na charyzmę, czy fakt, że jego rodzina była jak na standardy miasta całkiem zamożna; przymykano oczy na wybuchy agresji, które czasem przejawiał. Zwłaszcza wtedy, gdy coś nie szło po jego myśli. To stres. Ma tyle  obowiązków na głowie. Później poznał Fairen i wszystko trafił szlag.
Czasem lepiej by było dla świata, gdyby niektórzy ludzie nigdy się nie spotkali. Nie wiedział co prawda, czy światu uczyniłoby jakąś różnicę, gdyby nie poszedł wtedy na imprezę do Charliego, gdzie dostrzegł pierwszy raz dziewczynę, która wydawała mu się idealna w każdym calu. Na pewno jednak uczyniłoby różnicę im samym, bo z czasem wprost proporcjonalnie do tego, jak nierozłączni byli, zaczęli wyciągać z siebie nawzajem wszystko to, co najgorsze. Nawet studia nie miały ich rozdzielić, bo mimo osobnych kierunków, wybierali się na tę samą uczelnię. Odpowiadało mu to. Miał ją na oku. Bo to nie tak, że to jej nie ufał; innym nie ufał. Nie mógł znieść myśli, że ktoś mógłby ją obłapiać. Spirala wzajemnej, obsesyjnej i niezdrowej miłości zaczęła się zaciskać; jedno robiło na złość drugiemu, aż w końcu Fairen postanowiła wrócić do Ashtown.
Nie trzeba chyba wspominać, że mu się to nie podobało? W kłótni wykrzyczeli sobie słowa, których później mógł jedynie żałować; jednak to nie one były największym wytoczonym wtedy przeciw Fairen działem: w ułamku sekundy, ogarnięty złością myślał, że ją do kurwy nędzy udusi. Otrząsnął się z tego szału o chwilę za późno; chwilę, która miała go drogo kosztować.
Chciał na to wszystko machnąć ręką. Jeszcze do mnie wrócisz, rzekł jej wyjątkowo pewny siebie, gdy wsiadała do autobusu powrotnego do Ashtown. Ale mijały tygodnie, a ona nie wracała, co gorsza telefon z domu nie zwiastował niczego dobrego. Ostrzegawczy ton ojca i krótkie policja o ciebie pytała ściągnęły go w rodzinne strony. Był wściekły; na siebie, na Fairen, na jej matkę, która jak sądził,  była winna całemu zamieszaniu, na ojca, na policję, która najwyraźniej nie miała nic lepszego do roboty... Bo przecież nikt w miasteczku nie wierzył, żeby to była jego wina. Matt by tego nie zrobił. Zupełnie niepotrzebnie poszedł do Clifton; chyba jeszcze było mu mało. W złości znowu powiedział o parę słów za dużo; tym razem słowa te wywołały cholerną lawinę. Nie uwierzył jej, kiedy powiedziała, że pójdzie złożyć obciążające go zeznania. Nie odważysz się. A jednak odważyła.
Rozprawę sądową pamiętał jak przez mgłę. Wbijał wzrok w sędzinę, myślami krążąc wokół tego, jakie to wszystko ironiczne. Był na studiach prawniczych; nie od tej strony powinien poznawać amerykańskie sądownictwo. Spoglądał na Fairen, siedzącą po drugiej stronie sali. Wiedziała już wtedy, że zniszczyła mu życie? Kiedy go wyprowadzano, winnego i skazanego na trzy lata, złapał z nią kontakt wzrokowy. To nie koniec.
Woli nie wracać pamięcią do czasów więzienia. Początkowo myślał, że to wszystko tylko jakiś żart; jego ojciec był wściekły. Mimo, że ruszył wszystkie możliwe znajomości, nic nie udało im się wskórać. Matt pojął, że to wszystko dzieje się naprawdę dopiero pierwszej nocy, kiedy zatrzasnęły się za nim kraty. Kiedy usłyszał więźniów, którzy do siebie nawoływali, zakładając się o to, ile wytrzyma. Szybko zrozumiał, że tutaj żyje się według innych zasad, niż na wolności. Równie szybko pojął, że jeżeli raz pokaże, że można z nim robić co się chce, nie pozbędzie się tej łatki już do samego końca. Postarał się więc wtopić w ten więzienny tłum, mimo że czuł, że pasuje tam jak pięść do nosa. Nauczył się mówić jak oni, działać jak oni, bić się jak oni. Jednocześnie starał się zanadto nie odstawać; byle nie podpaść władzom więziennym i wyjść w wyznaczonym terminie. Trzy lata wydawały się jednak wiecznością. Odliczał dni, a te ciągnęły się, jakby były z gumy. Odwiedzała go tylko matka; ojciec oświadczył, że jego noga nie postanie w takim miejscu. Mattowi nie mogło to być chyba bardziej obojętne; tak naprawdę za jedyny plus swojej odsiadki uważał właśnie to, że nie musiał oglądać swojego ojca.
Wyszedł raptem przed kilkoma dniami. Wszedł znów w rolę syna, ale choć po zamienieniu więziennego uniformu na markowe ubrania, zaczął przypominać samego siebie, wewnętrznie już nigdy nie miał być taki sam. Obiecał Fairen, że to nie koniec. I zamierzał dotrzymać słowa. A potem... Potem wyjechać z Ashtown.
Nie zdążył.

   
Rewizji dokonano.

   
Na festynie miał na sobie proste w kroju, ciemnogranatowe spodnie podtrzymane skórzanym paskiem z klamrą i białą koszulkę polo; na górę narzucił czarną, sportową marynarkę. Casual elegance, można by rzec, gdyby ktokolwiek w Ashtown zwracał uwagę na takie rzeczy. Wszystko dobrej jakości; z pewnością taki strój stanowił miłą odmianę po więziennym uniformie, zwłaszcza wygodne, w końcu dopasowane, skórzane buty. Na nadgarstku ma drogi zegarek, w kieszeniach (spodni, jak i marynarki): telefon komórkowy, portfel, multitool, zapalniczkę benzynową, paczkę papierosów i miętówki. Od czasu wyjścia na wolność, wszędzie zabiera ze sobą również kastet. Ot, nawyk wyniesiony w celi. Włosy ma zaczesane gładko do tyłu, żeby nie opadały na czoło.

   
Do kartoteki załączona została również relacja z ostatnich dni.

   
Nienawidził tych festynów jeszcze zanim wyjechał na studia. Chaos, krzyki i góry śmieci były jedynymi skutkami takich spędów, którymi jak sądził, burmistrz Ashtown próbował udobruchać mieszkańców i zamydlić im oczy na kolejną kadencję. A oni łykali to wszystko z uśmiechem na ustach.
Tym razem było jednak inaczej. Odkąd opuścił więzienne mury, sam przywilej oddychania świeżym powietrzem i cieszenie się słońcem poza smętnym kwadratem spacerniaka, wydawały się czymś niesłychanym. Wydarzeniem godnym celebracji. Wrócił z głową podniesioną wysoko, mimo plotek, które musiały krążyć na temat wydarzeń sprzed trzech lat. To na pewno przez przekręty finansowe, szeptano, ale on niewiele sobie z tego robił. Głównie dlatego, że jego pojawienie się na festynie było podyktowane nie tylko chęcią manifestacji, że wszystko z nim w jak najlepszym porządku. Że przeżył, że nie dał się złamać, ba! Jego doskonały nastrój zdawał się wręcz sugerować, że za kratkami wylądował niesłusznie. Wszystko to jednak było niczym, skoro w końcu mogło dojść do konfrontacji, na którą czekał przez ostatnie trzy lata, ryjąc kolejną kreskę na ścianie celi.
Fairen, co za niespodzianka. Pierwsze słowa, które do niej skierował, smakowały jak wykwintne wino. Napawał się jej zaskoczeniem, dłonie wsuwając niedbale do kieszeni, wzrokiem obejmując ją od stóp do głów. Otaczały ich tłumy ludzi, śmiejących się, przekrzykujących i dzielących wrażeniami; ale on widział tylko ją. Drobną blondynkę, przez którą cała jego kariera legła w gruzach. Przez którą ostatnie trzy lata spędził, usiłując utrzymać godność w miejscu, gdzie była ona towarem deficytowym.
Porozmawiajmy, zaoferował miękko, ale Clifton znała ten ton, daleki od propozycji. Wolnym krokiem ruszyli w stronę trybun, gdzie nikt poza ukradkowo palącymi papierosy małolatami nie przewijał się o tej porze. Fairen pachniała watą cukrową; odruchowo szukał w jej pobliżu jakiegoś innego mężczyzny, chcąc ją chyba przyłapać na gorącym uczynku, by nakarmić swoją złość jeszcze bardziej.
Odnoszę wrażenie, że nie cieszysz się na mój widok ciągnął. Jej strach dodawał mu animuszu, choć tak naprawdę przecież nie zrobiłby jej przecież krzywdy. Trwałej. Bo to nie tak, że jej oskarżenie zniszczyło mu życie, prawda? A potem zupełnie jakby same piekło postanowiło się pod nim rozstąpić i go pochłonąć. Trzask, krzyki, wstrząsy, opary, którymi ziemia zaczęła ziać. Zachowanie zimnej krwi w sytuacjach kryzysowych było darem, którym mógł się poszczycić już od najmłodszych lat; robiąc z tego użytek, złapał Fairen za nadgarstek, a dostrzegłszy w pobliżu Jenkinsa, który nawoływał do ukrycia się w szpitalu, uznał, że to całkiem dobry pomysł. W każdym razie innego nie miał. Skupiony na przeżyciu, nie dostrzegał śmierci, która dopadła niczym głodny drapieżnik tych, których mógł znać. Czas na szacowanie strat przyjdzie później.
   

   
Powrót do góry Go down
https://ashtown.forumpolish.com/t123-matthew-levyhttps://ashtown.forumpolish.com/t126-palcem-po-wodzie-pisane#290
Sweet Pie
Sweet Pie
Sweet Pie

Wiek : 23
Wzrost | Waga : 192cm | 75kg
Punkty doświadczenia : 0
Stan postaci : hmm... zły. Bardzo liczne poparzenia "śnieżnym" popiołem.
NIEPRZYTOMNY PRZEZ NAJBLIŻSZY DZIEŃ FABULARNY

Matthew Levy Empty
PisanieTemat: Re: Matthew Levy   Matthew Levy EmptyNie Sie 25, 2019 4:04 pm

AKCEPTACJA




O, witaj!
Możesz do nas dołączyć, Twoja kartoteka i wszystko wygląda na godne zaufania... Hm, niech będzie. Pamiętaj o uzupełnieniu pól w profilu i założeniu informatora, dobrze? Inwigilacja musi być, a co. Pamiętaj, że jeśli nie masz osoby do rozpoczęcia rozgrywki, także możesz taką znaleźć w specjalnym temacie!
Cieszę się, że Twój wybór padł na Brookhaven Hospital! Twój pierwszy post powinien znaleźć się w tym temacie! Należy przeczytać pierwszy post Mistrza Gry i do niego się odnieść. Nie musisz jednak pozostawać w temacie, wystarczy że napiszesz jeden post i już możesz zmienić lokacje! Możesz korzystać z retrospekcji bez limitu, także śmiało, baw się dobrze!
Do zobaczenia na fabule!


_________________
If You're Looking For Your Knife...I Think My Back Found It.
Powrót do góry Go down
https://ashtown.forumpolish.com/t82-sweet-pie#115https://ashtown.forumpolish.com/t95-notatnik-sweet-a#148
 
Matthew Levy
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Ashtown ::  :: Karty Postaci :: 
Zaakceptowane
-
Skocz do: